Hawana. Podzwrotnikowe delirium.

Kiedy wyjdziesz z ponurego lotniska w Hawanie, zanim wymienisz pieniądze (pamiętaj, że musisz mieć euro, bo za dolary ściągną ci specjalny podatek), zapalając pierwszego po dłuższym czasie papierosa, ogarniając wzrokiem ciemność i zachmurzone niebo, jedyną egzotyką zdają się być słynne kubańskie cadillaki, jak zmęczone owady sunące po okolicy, polujące na turystów. Czekając na transport wydaje ci się, że trafiłeś do jakiegoś innego wymiaru, gdzie czas ugrzązł na dobre w latach sześćdziesiątych, a ty zostałeś przeniesiony do gomułkowskiej Ostrołęki.

Wrażenie rozczarowania towarzyszyć ci będzie przez cały pobyt na Kubie, ponieważ magia wykreowana w domowych okolicznościach, nie sprawdzi się całkiem na miejscu wymarzonej podróży, do miejsca gorącego jak wulkan.

Właśnie wydana „Hawana” Marka Kurlansky’ego, dziennikarza New York Timesa, który w tym mieście spędził prawie 30 lat, jest w jakimś sensie dla mnie „musztardą po obiedzie”, ale przypominając sobie chwile spędzone w tym mieście, usiłuję podkolorować moje wrażenia i sprawić, że zacznę tęsknić. Przez cały okres pobytu na Kubie poznawałem jej pokręcone losy z książki Klementyny Suchanow, i w książce Kurlansky’ego odnajdywałem te same anegdoty i historie, podane może bardziej finezyjnie,  dobrze skomponowane, ale z widocznym osobistym stosunkiem autora do miasta które pokochał.

 

Kurlansky zaczyna swoją opowieść filmowo, jakby podpowiadając nam interpretację Hawany, jako doskonałego miejsca do nakręcenia czarno-białego filmu w stylu noir. Taki film rzeczywiście powstał i wędrując po ulicach stolicy Kuby, co rusz ktoś wskazuje miejsca, gdzie toczy się akcja filmu „Nasz człowiek w Hawanie”. A ponieważ film jest w gruncie rzeczy komedią, to oglądając go mamy doskonały przykład jak powinno się traktować to dziwne miasto.

Czytanie książki o mieście, w którym spędziło się raptem kilka dni, to wyszukiwanie miejsc i przeżyć, opowieści i legend, sytuacji i wrażeń, które potwierdzą naszą przygodę, pozwolą wykrzyknąć z entuzjazmem, że autor ma 100% rację, gdyż i ja tam byłem i widziałem słynną lodziarnię Coppelia. Castro uwielbiał lody i zapragnął stworzyć największą na świecie lodziarnię, gdzie czekało się w ogromnej kolejce czasem i dwie godziny na możliwość spróbowania dwudziestu sześciu smaków lodów. Dziś mija się to miejsce z pewną dozą obojętności, bo  ze smaków, to podobno zostały tylko trzy, a i wszyscy odradzają spożywanie lodów przez turystów, bo może się to zakończyć zatruciem.

„Hawana. Podzwrotnikowe delirium” jest napisana bardzo lekko i przystępnie, nie wtłacza nam w sposób szkolny historii miasta, szczędzi szczegółów łatwych do zapomnienia, a skupia się na anegdocie próbując utrafić w punkt, dzięki któremu zrozumiemy to miasto. A jednak biedny czytelnik, który nie smakował mojito w Hotelu Nacional lub innym słynnym barze Hawany, nie poczuje tego specyficznego posmaku kubańskiej stolicy, tak jak nie wypije się prawdziwego mojito poza Kubą, ponieważ tylko tam można dostać tropikalną zieloną miętę, która rośnie na Kubie i nazywa się yerba buena, i która nadaje słynnemu drinkowi niepowtarzalny smak.

Picie drinków to nieomal turystyczna konieczność, bo jak tu nie spróbować legendarnej daiquiri bez cukru, ulubionego napoju Hemingwaya, choć oczywiście dzisiaj podadzą ci ten drink z cukrem, jak nie napić się klasycznego cuba libre, wymyślonego przez Amerykanów, którzy po prostu zalewali rum colą. Dziś Kuba ma własną colę, w smaku może nawet lepszą od klasycznej i nazwali ją Tropi-colą.  Picie to rytuał, do którego łatwo przywyknąć. Kupujesz butelkę rumu, limonki, colę i zasiadasz na dachu swojej casa particulare wieczorem, jeśli akurat nie ma ulewy i wiatru, i sączysz powoli, słuchając gwaru nocnej ulicy.

Kurlansky zahaczył w swojej opowieści o mieście, o wszystkie najważniejsze tematy, związane z hawańską rzeczywistością. A nie jest tego wcale tak dużo: o kilku już wspomnieliśmy, przytaczając Hemingwaya, który jest tam narodowym skarbem kuszącym turystów na różne sposoby, czy też pisząc o drinkach, na które autor pozwolił sobie nawet zaserwować nam przepisy.

Opowieść Kurlansky’ego błyskotliwie pokazuje nam codzienność miasta, odartego ze swojej legendy w momencie, kiedy przyjdzie nam zadzierać głowy na wielkim placu Rewolucji, który za żadne skarby nie zrobi większego wrażenia od przejażdżki żółtymi tuk tukami. A dalej historia sięgająca początków, Hiszpanów, niewolników, Amerykanów, mafii i wreszcie rewolucji, która nie wiem dlaczego, zafascynowała mnie najbardziej spośród wszystkich atrakcji kubańskiej wyspy. Rewolucja jest tam obecna na każdym kroku i dzięki niej Kuba nabiera posmaku odróżniającego ją od innych miejsc w regionie.

Oczywiście słynne amerykańskie samochody to podstawowa atrakcja hawańska, tak jak pozostałości po radziecko-kubańskiej przyjaźni, polegającej na przesyłaniu bratniej pomocy i samochodów Łada. Zresztą obecność polskich fiatów 126p na ulicach jest prawdopodobnie większa niż w naszym kraju. Ale jeśli chciałbyś kupić malucha na Kubie, to musisz mieć minimum 7 tyś euro.

Jedzenie na Kubie rozczarowuje i choć Kurlansky podaje przepis np. na kurczaka w potrawce, zaczynający się od: „zabić kurczaka”, to jednakże nieustanne jedzenie jajek na śniadanie, kupowanie tanich, puchatych bułek, które doskonale zapychają, o czym pisała wesoło Dorota Masłowska wspominając swoje przygody na Kubie,  powoduje, że wpadamy w pewną monotonię kulinarną, gdzie już nawet świeże owoce serwowane w dużych ilościach przestają cieszyć.

Hawanę” należy zabrać ze sobą na Kubę i czytając, odnajdywać opisane w niej miejsca. To miasto kontrastu, bo jeśli jest ciemne i przytłaczające to jednocześnie rankiem zaskoczy kolorami starych, rozpadających się budynków, bo jeśli nie przespacerujemy się po Malecon i nie ochlapie nas wielka fala, to nie posmakujemy tego jedynego w swoim rodzaju rezerwatu, który, jak mówią wszyscy, nie przetrwa w takim stanie, najbliższych dziesięciu lat.

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.