„Wańkowicz” jest biografią przerażającą. Przestraszy nas nie tylko swoją objętością. Grzęźniemy w pierwszych rozdziałach i tych o przodkach, i dalej wpadając w wir przemian dziejowych początku wieku. Łukasz Garbal nie idzie na kompromis, zestawia wszystkie fakty i dowody, śledzi Melchiora i wszystkich wokół niego, aż strach zapytać skąd ta zawziętość i umiłowanie szczegółów, które sprawdzone i wyśledzone zapełniają kolejne strony. Wir wydarzeń, w które mieszał się Wańkowicz przytłacza, a wystarczyłoby romantycznie opisać koniec majątku rodowego oraz historię z żoną. Brniemy mozolnie i niektórzy się zniechęcą a nieliczni zafascynują przemianami na kresach przed wojną. Wańkowicz wówczas tam szaleje, wikła się w przeróżne projekty, za co może nawet trafić przed pluton egzekucyjny. Dalej ledwo udźwignąłem, ale grzbiet wspaniale uzupełnia serię Czarnego, a postawiony obok Stryjeńskiej łagodnieje.
Na szczęście wybuchła wojna. Rzuca Wańkowiczami po całym świecie, a pisarz walczy o przetrwanie, próbując zarabiać na życie pisaniem
Ciekawił mnie moment powrotu do kraju i decyzja, którą właściwie podyktowały warunki życia na emigracji, gdzie Wańkowicz został zmarginalizowany, tymczasem kraj dawał mu poczucie przydatności. Walka z cenzurą o Monte Casino to osobna historia, gdzie robotnik kupuje Przekrój dla fragmentów Wańkowicza albo wypadek ciężarówki z nakładem książki rozgrabionym przez przypadkowych ludzi. Jednocześnie pisarz żebrze o pieniądze, żeby utrzymać się w Ameryce, a złotówki zalegają w kraju.
Garbal intryguje szczegółami, o których nigdy byśmy się nie dowiedzieli bez poważnych studiów biograficznych. Wańkowicz trafia dzięki stypendium na plaże Słonecznego Patrolu, studiuje nawyki żywieniowe Amerykanów, wielkość dziury w donatach i dziwi namiętnością do „keczopu,” który zdobi każdy stół w restauracjach.
Wańkowicz i samochody, albo kraksy Melchiora, to jedna z wielu ciekawostek, którymi Garbal przeplata życiorys pisarza. Z cenzurą walczył, drukując usunięte fragmenty w Kulturze, za co Giedroyć go ganił. Wracając do kraju na tym samym Batorym przedwojennym rozpoczyna ostatni rozdział, chyba najbardziej poplątany.
Groteskowa historia z wyrokiem nigdy nie egzekwowanym – ciekawy jestem rozmowy osobistej z Gomułką – tu można by stworzyć całkiem filmową nowelę.
„Wańkowicz” rozpływa się w końcu w marazmie początków lat siedemdziesiątych, ale im bliżej nas tym więcej uproszczeń, jakby pisarzowi dano już spokój na finiszu.
Melchior Wańkowicz był ikoną życia literackiego w Polsce, był monumentem, opoką, podstawą moralną, wojownikiem nieustraszonym, reporterem z przedwojennym sznytem.
Biografia Garbala przypomina tego minotaura, tylko komu? Wańkowicz z pewnością zasłużył na tak doskonałą biografię, ale strzechy raczej nie dostrzegą tego tomu; jego miejscem stanie się zakurzona półka biblioteki, lub kolekcjonerska półeczka ambitniejszego czytelnika.
Przekopałem się przez ogromny tom z zawziętością, chyba też żeby powspominać półkę gierkowskiego segmentu, gdzie za szybką gubił się niepozorny tomik „Ziela”, do którego nigdy nie zajrzałem, a potem w okresie zakupowym dorobiłem się pierwszego tomu albo „Karafki” albo „Anody i katody”, do dziś nie wiem, ale pisarz już nie żył, a ja pamiętam zachwyciłem się tym grubym tomem i długo szukałem drugiej części, aż zapomniałem i o podziwie , poszukiwaniach, nie mówiąc już o Wańkowiczu .Kolekcję uzupełnia wciśnięty gdzieś tomik „Monte Casino”, którego ja już nie odnajdę.
Przywrócony na chwilę Melchior wart jest takiej niesamowitej biografii i nie zdziwiłbym się gdyby szacowne jury tegorocznej NIKE doceniło harówkę autora, ale podskórnie czuję, że szansę na powrót Wańkowicza zniweczy „Null”, którego w odróżnieniu do Garbala nie doczytałem.































