Aszur

Po niebieskiej Persji czas na mroczną Asyrię, sięgającą tak daleko wstecz, że objąć to trudno, chyba że postawimy się obok egipskiej cywilizacji, bo jakże abstrakcyjnie brzmią ślady sprzed 4 tysięcy lat?

W przypadku studiowania tych dziejów starożytnych, podziwiam tropicieli – historyków, rekonstruujących chronologię, zwyczaje, imiona – i nieustannie zadaję sobie pytanie jak było naprawdę, jak wyglądało przekazanie władzy królewskiej, te morderstwa, zamieszanie w pałacach, strach i krew.

Asyria jako imperium – nie było tak łatwo, bo wokół straszliwi sąsiedzi z Babilonem i plemionami  perskimi, lokalni władcy, podstępni i z ambicjami. Pojedynczy królowie wszczynali wojny z sąsiadami, mordowali, obdzierali ze skóry, narzucali podatki i przesiedlali swoich na nowe tereny, stopniowo parli na boki aż stali się imperium.

Schodzimy w dół całymi wiekami i wkrótce historia zaczyna się zazębiać. Jest już Babilon i rodzi się Persja, zaczynają się stykać interesy i ambicje.

Jakaż szkoda, że tereny te obecnie tak niedostępne, bo chciałoby się pojechać tam i rzucić wzrok na resztki tego co kiedyś tętniło cywilizacją. Gdy patrzy się na zdjęcie współczesnego Aszur, albo na Niniwe, to  aż żal, że nie da się cofnąć o tysiąclecia, żeby ujrzeć te pałace i ludzi wokół. Jakieś ślady przetrwały, reliefy, listy na tabliczkach, raporty, meldunki, wykopane , połamane, niekompletne – sklejają to wszystko mądrale i jakże mogą się mylić w interpretacjach…

Fascynujące przepowiednie i modlitwy. Za króla Asarhaddona,  wsadzono na zastępstwo niewolnika, bo przepowiednia  po zaćmieniu księżyca głosiła rychłą śmierć króla. Nieszczęsnemu zastępcy dano nawet dziewicę i ciekawe byłoby poznać jego wrażenia z tych dni, kiedy czuł się królem, ze świadomością, że za chwilę i tak go zabiją, żeby wróżba się spełniła bezpiecznie dla prawdziwego władcy. Jaki to świetny scenariusz dla filmu o starożytności, z dylematami i zwrotami akcji, godnymi  Pasikowskiego.

Asyria zdaje się być bardziej tajemnicza i posępna niż Persja, choć wiele historii łączy te imperia – podboje i kult Marduka, najazdy  i marzenia o Egipcie.

Asyria” zdaje się być bardziej podręcznikowa, napisana szorstko i jest tu mniej  możliwości snucia wyobrażeń o losach poszczególnych osób. Władcy mieli identycznie trudno, chroniąc  swoich najbliższych, ale autor bardziej jednak skupia się na ogólnych warunkach kształtowania się imperium.

W tej kolebce cywilizacji tkwi jak diament Babilon, łupiony, niszczony, odbudowywany, ze swoimi bogami, wywożonymi posągami, mordowanymi królami, narzucanymi religiami między Elamem a Aszurem, w dzisiejszym Iraku, zniszczonym wojnami.

Poznajemy starożytnego bibliofila  Aszurbanipala gromadzącego tabliczki do czytania, tworzącego wielkie biblioteki, odnalezione po wiekach, połamane, zabierają czas specjalistom od składania i odczytywania. Wyobrażanie sobie przeszłości historycznej  to efekt kartkowania tego dzieła, a zastanawianie się  nad losem Szamasz- szumu-ukina, którego imię jest na tyle fascynujące, że postanowiłem o nim wspomnieć.

O ileż ciekawsze byłyby lekcje historii, gdyby nie kazano nam wkuwać faktów, a operowano historiami z takich dzieł, fascynowano  i zadziwiano  metafizyką postaci zapisanych w dziejach – tak właśnie pamiętam meteora na zastępstwie w liceum, który wciąż powtarzał imię Marka Tuliusza Cycerona i dzięki temu, mogę podkładać jego tomisko pod chwiejące się krzesło.

Asyria”  Eckarta  Frahma pokazała mi jak mało nauczyłem się w szkole o Mezopotamii i dlaczego chciałbym tam pojechać zobaczyć ruiny Aszur.

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.