Palacz czyli proza zagmatwana

Najdziwniejsza powieść Franza, pisana w szczególnym dla niego czasie, z pierwsza częścią, którą traktował jako odrębną całość,  jest odstępstwem od dotychczasowych traumatycznych  treści. Młody Karl staje przed  nową perspektywą, przybywa do ziemi obiecanej i po krótkim epizodzie i nieporozumieniu z palaczem, staje się szczęściarzem  odnajdującym się nagle wśród bogatych i wpływowych person. Dostaje nawet własny fortepian. Kiedy spodziewamy się  błyskotliwej przyszłości Rossmanna, wkrada się  podstępny duch Kafki, potrafiący zaplątać sznurówki  nieodwracalnie. Zaczyna się ten niepokój od propozycji wyjazdu w odwiedziny do przyjaciela wuja, a sam proces rozmowy na ten temat jest już podejrzany, bo  wuj nie oponuje, ale ostrzega, piętrzy  jakieś niedomówienia, utrudnia, mataczy, a bohater wije się jak piskorz, przy zachętach zapraszającego, ale tu wszystko jest jakieś podejrzane, pełne wymówek i zwodzenia. Gdyby Karl nie był już uspokojony nową sytuacją życiową, wyczułby podstęp związany z wyjazdem i późniejszymi wypadkami, przepychanką z Klarą, listem od wuja, który wszystko zaplanował perfekcyjnie i nawet ten śmieszny  wymóg, żeby list odczytać po północy, ma swoją wagę i wymowę.

Kiedy zdaje się nam, że wreszcie Franz oddaje nam utwór niemalże przygodowy, wsącza w stronice te swoje udziwnienia charakterologiczne, zaczyna szafować własnym samopoczuciem i kiedy widzimy, jak Rossmann  zostaje wepchnięty do pokoiku z podejrzanymi typami , zamiast uciec stamtąd, odczuwa skrupuły, że to będzie źle odczytane przez gospodarzy – to cały Kafka, delikatny i uważny, przedkładający uczucia obcych nad własny interes.

Powieść toczy się dziwacznie, bohater udaje się z dwoma obwiesiami w drogę i z miejsca widać, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. Franz opisuje Amerykę tak, jak to sobie wymyślił i pewnie opierał się na czymś co pozwoliło mu snuć te obrazy Nowego Jorku czy raczej jego przedmieści.

Z wolna wchodzimy w koleiny klasycznego Kafki, czyli kobiety przejmują Karla, uzależniają, prowokują, oplatają sobą jak pajęczyce. Biedny bohater  usypiany początkową życzliwością wpada w schemat znany z klasycznych kafkowskich historii. Po niegodziwcach przychodzi ukojenie  wśród kobiet, które jednak potrafią Rossmanna postawić w niezręcznej sytuacji i przeszkadzają mu ukoić się złudnym szczęściem.

Proza usprawiedliwiająca – pisarz niczym dokładny skryba pragnie wszystko wytłumaczyć, jeśli czasem zjedzie na manowce, z miejsca wszystko musi wyjaśnić. Delikatnie objaśnia każdą wadę opisywanej postaci, jednocześnie tę postać tłumaczy i usprawiedliwia jej pozornie złe uczynki, czasem tak błahe, że aż szkoda papieru, żeby je opisywać.

Karl wpada w maszynerię hotelu i zaraz wyłaniają się przeróżne osobowości wokół niego, Franz opisuje każdy niuans pracy Rossmanna i zanudza opisem pokoju w którym sypia, choć mógłby dostać osobne lokum, ale to wymagałoby  życzliwości obcych osób, a na to nasz bohater nie potrafi przystać.

Rzecz jasna przychodzi katastrofa, bo  musi. Nasz pisarz uwielbia komplikacje i korzysta z każdej sytuacji, ażeby  pokombinować sobie  ustatkowanym niewiele, ale zawsze, windziarzem. Rozpoczyna się szarpanina biednego Karla i nawet zgromadzone wokół dzieci patrzą na  chłopaka z odrazą, nie mówiąc już o policjancie, czy obwiesiach, którzy wrócili, żeby zepsuć wszystko co Rossmann zbudował.

Dochodzimy do grubej Bruneldy i tam panuje totalny rozjazd – widać jak Kafka zbliża się do końca i jak  rzeczywistość burzy  założenia powieści amerykańskiej. Rossmann wywalony na balkon razem z fałszywym przyjacielem  tkwi w jakiejś malignie , uwięziony w kleszczach  okoliczności przerażającej  śpiewaczki. Bójka, która kończy się snem Carla, wprowadza wreszcie spokój  w rozbuchanej i dynamicznej scenie walki-ucieczki  nieszczęśliwca z łap trójki sadystycznej kompanii, której celem jest zawładnięcie chłopakiem, w niewiadomym celu.

Każda z postaci, kręcąca się wokół bohatera  wciąga go w swój wir bezwiednie, choć Karl jakoś tak,  pośrednio wyciąga do niej nie rękę ale całe ciało. Karl swoimi postępkami krzyczy  o pomoc, a tym wołaniem jedynie pogarsza swoją pozycję, przyciągając rzeszę typów, skupionych na sobie  i traktujących Karla jak drogę do własnych celów.

Karl zostaje przyjęty do teatru Oklahoma i co dalej? W zakończeniu  przekazanym  podobno Brodowi  bohater godzi się z rodziną i wszystko kończy się szczęśliwie. A jednak w Dzienniku  Kafka  postanawia uśmiercić Karla. Zagadka typowa dla Franza, niezdecydowanego nie tylko w kwestii małżeństwa.

Powieść zaczęła powstawać we wrześniu 1912 roku, zaraz po napisaniu „Wyroku”. Powstała pierwsza wersja utworu, lecz kiedy Kafka skończył „Przemianę” pod koniec 1912  zarzucił  swój pierwszy większy projekt. Wrócił do niego  w marcu 1914 roku i wtedy postanowił wydać  oddzielnie  pierwszą część zatytułowaną „Palacz”, z której był naprawdę zadowolony. Doskoczył do powieści w okresie  szczególnej weny twórczej, kiedy to napisał „Proces”, jesienią 1914 roku.

Maks Brod  wydał powieść w 1927 roku pod tytułem „America”. Właściwie to Kafka nazywał swą powieść „Zaginiony” o czym pisał w listach do Felicji Bauer, a w rozmowach z przyjaciółmi nazywał powieść „amerykańską”.

Ameryka” to nietypowa proza  w twórczości Kafki, jakby bardziej realistyczna, przystępna i znośna w czytaniu, a przecież tak łatwo wyłuskać z niej istotę osobliwości pisarza, cały ten chaos istnienia  skomplikowanego. Trzeba pamiętać, że kiedy zaczynał ją pisać stał niejako na początku własnego  pokręconego stylu, a późniejsze przymiarki do powieści, określały aktualny charakter z którym zmagała się jego dusza.

„Ameryka” nie jest  zachwycającą powieścią, widać, że pisarz doskakiwał do niej w różnych okresach swojego życia, stąd nawet stylistycznie jest porwana, ale uważny obserwator  dojrzy te smaczki  kafkowskie, te rozważania snute od niechcenia, z których potem zakwitnie czy to „Proces” czy „Zamek”.

Mam takie wydanie z 1989 roku „Czytelnika” z koślawymi,  pogrubionymi literami i mrocznym portretem na okładce. Książeczka zalatuje stęchlizną, choć trzymałem ją zawsze wśród  zacnych towarzyszy niedoli, lekko zapomniana i choć kosztowała 850zł, traktuję ją  jak tego oczekuje.

Pasowałaby jak ulał do kolekcji artefaktów, które miłośnicy zostawiają na grobie Hermana, Julie oraz ich niepokornego syna.

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.