„Koronkowa robota” Lemaitre

Zabierając się za „Koronkową robotę” (dosłownie powinno się przetłumaczyć tę „robotę”, a właściwie „pracę”, jako „staranną”, ale brzmiało by to dość niezgrabnie), stawiałem się z miejsca na przegranej pozycji. Lemaitre napisał tę książkę w 2006 roku, jako część pierwszą przygód komisarza Verhoevena, natomiast wydawnictwo postanowiło zaserwować nam najpierw najlepsze książki autora, stąd przeczytałem już zarówno „Alex” jak i „Ofiarę”. A jeśli ktoś tak jak ja, zakochał się beznadziejnie w stylu i poczuciu humoru Francuza, doskonale zdaje sobie sprawę, jak zakończy się nierówny pojedynek mordercy-psychopaty z karłowatym komisarzem. I nie byłoby w tym nawet perfidii, gdybym teraz napisał jak bardzo się zawiedziecie.

CSC_0068

„Koronkowa robota” ma w sobie potknięcia, jest przygotowaniem do perfekcyjnego stylu Lemaitre, choć każdy zapewne chciałby tak zaczynać. Wchodzimy w życie komisarza powoli, poznajemy jego szefa, współpracowników oraz przyczynę niskiego wzrostu (zawsze winne są papierosy). Lemaitre w każdej opowieści, w której podziwiamy małego Verhoevena, serwuje nam przypomnienia, a więc również tutaj muszę czytać o matce malarce, dzięki której komisarz potrafi rysować i przez którą został na całe życie przeklęty niskim wzrostem. Co nie znaczy, że jej nie kochał. Na początku dowiadujemy się jak umarła, poznajemy też ojca, bezsilnego wobec charakteru żony, którą komisarz nie zawaha się nazwać trucicielką, kochając ją i nienawidząc.

Oczywiście intryga kryminalna zawsze u Lemitre jest perfekcyjnie dopasowana niczym stanik brafitterki, ale jest w tych książkach znacznie więcej, coś, po czym poznać rasowego opowiadacza, a także inteligentnego humorystę. Popatrzmy na współpracowników Camilla (nie dość że jest mały i łysy, to jeszcze ma tak idiotyczne imię – matki bywają złośliwe), opisywanych z satysfakcją w pełni swoich wad, przywar i niezwykłych przypadłości.  Oto Armand, którego skąpstwo przybiera tak karykaturalne rozmiary, że aż zapiera nam dech w piersiach (potrafi czatować w metrze na poranne wydanie swojej ulubionej gazety, jak sęp śledząc ludzi, którzy się tych gazet pozbywają, wyrzucając je do kosza); oto Louis, bogaty i wykształcony, zawsze wiedzący więcej niż pozostali, naprawiający ich błędy, jeśli trzeba odróżnić Jesień od Wiosny Vivaldiego. Na koniec Maleval, młody i pełen uroku, o którym komisarz mówi, że ma zadatki na świetnego, skorumpowanego policjanta. Ta menażeria towarzyszy Verhoevenowi w jego walce z przeciwnościami losu, traktując go z należytym szacunkiem oraz respektem, bo komisarz potrafi być tez mendowaty.

Fabuła kręci się wokół psychopaty, który jest niespełnionym literatem, za to uwielbia naśladować swoich ulubionych autorów powieści kryminalnych, inscenizując z „koronkową” precyzją, wymyślone przez nich zbrodnie. A do tego pisze swoją własną powieść, stąd karkołomny lekko zwrot w końcówce powieści, kiedy to okazuje się, że to co czytamy jest jego interpretacja losów komisarza a bezduszna rzeczywistość ma się całkiem inaczej. Pomysł niesamowity, bo w końcu zostajemy wyprowadzeni w pole, podobnie jak inteligentny karzeł, którego wściekłość graniczy z bezsilnością. A to nie może skończyć się dobrze, o czym wszyscy fanatyczni zwolennicy prozy Lemaitre wiedzą od pierwszych stron kryminału.

Muza zaserwowała nam początek, więc na pewno będą ciągi dalsze, bo jak możemy sobie wyszukać w sieci, są jeszcze dwie przygody Verhoevena, dotąd skrywane przed polskim czytelnikiem. Filigranowy komisarz nie zazna ukojenia, o czym wiemy po lekturze „Alex”. Jego nadzieje, że pokocha go ktoś równie bezinteresownie jak Irene, spełzają na niczym – on skazany jest na udrękę ze swoim wzrostem, upokorzeniem i talentem do rysowania. Niemniej my, czytelnicy, mamy to w dupie, byle tylko dane nam było przeczytać kolejne rozdziały tej męki egzystencjalnej, której żałosność i tragizm, przeplatają się ze współczuciem. Bo w kręgach czytelniczych znalazłaby się niejedna pasjonatka, zdolna przytulić ten łysy łeb do swojego łona.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *