Słowacy

Jak zatopić pierwszym zdaniem  recenzję przeczytanej książki? Napisać z miejsca, że jest świetna. A mnie właśnie kusi przewrotnie, żeby zaatakować czytelnika  takim nieznośnie banalnym stwierdzeniem. Weronika Gogola  dała mi coś, czego kompletnie się nie spodziewałem – bo czytać o Słowacji, to przecież wybryk , to lektura skazana na westchnienia i utyskiwanie: po co mi to, nie lepiej wreszcie dokończyć biografii Herberta? Otóż właśnie „UFO  nad Bratysławą” urzeka od samego początku i ta Słowacja przefiltrowana przez Weronikę, z takim osobistym spojrzeniu na naród jest niebywale interesująca i wciągająca. Niedawno zaliczyłem „Pragę” Surosza i to zwrócenie się na południe wreszcie po latach myślenia o Czechosłowacji , zaczyna mi się układać w głowie, że ci od Karkonoszy to Czesi, a Tatry to już Słowacja.

A właśnie Tatry, to jest coś, czego zawsze zazdrościłem południowym sąsiadom, że mają ich dużo więcej niż my, a do tego jeszcze te najwyższe.

I to nagłe wrażenie podczas lektury, że jakoś zalatuje mi tu Kapuścińskim, podczas czytania o tych politycznych przetasowaniach na słowackiej scenie  – to się czyta jak relację z republiki bananowej, a nie małego państwa na wschodzie Europy. Książkę Gogoli pochłania  się z zainteresowaniem, bo autorka zaraża nas swoim entuzjazmem. Ciekawostki o Słowacji nie przysłaniają  tego wszystkiego co chce nam przekazać  pisarka, wyraźnie zafascynowana tym dziwnym krajem. Gogola  „rozbiera” naród słowacki, pokazując wszystkie jego wady , ale to raczej miłość przemawia ze stron  książki. Mieszkanka Bratysławy i żona Słowaka opisuje własną fascynację swoją nową ojczyzną, pisząc zarówno o mniejszościach zamieszkujących Słowację jak i o fenomenie lubianej pani Prezydent Czaputovej. I  do tego ten nieszczęsny Janosik, który okazuje się był Słowakiem  i pospolitym złodziejem.

Gogola wrosła już w tę Słowację na całego, stąd zdaje się że szuka w tym narodzie argumentów, które każą Polce urodzonej w Nowym Sączu, przekonywać Polaków do swojej nowej ojczyzny.

Zastanowiłem się, jakie są moje doświadczenia z tym krajem i złe wspomnienia dotyczą głównie meczów piłkarskich- Słowacy to przecież od zawsze w mojej świadomości słabeusze, których powinniśmy pokonywać grając  w rezerwowym składzie, a jednak w historii, jest kilka spotkań, wliczając to ostanie, kiedy dostawaliśmy od nich baty i nie były to mecze o pietruszkę.

Chodziłem po Tatrach słowackich – nie za dużo, z pewnością mniej niż bym chciał, przejeżdżałem też przez Bratysławę i pamiętam tytułowe UFO, w postaci spodka na wielkim moście – Gogola opisuje ile trzeba było zniszczyć, żeby wybudować ten most.  A więc własnych wspomnień związanych ze Słowacją praktycznie nie posiadam, ale być może przez słowiańskie pokrewieństwo,  mam życzliwe spojrzenie na tych smagłych, trochę śmiesznych Słowaków.

Weronika Gogola  napisała tę książkę dla siebie – chciałbym przeczytać podobną pozycję o Polsce napisaną przez obcokrajowca, który spojrzy na nas   poprzez własne doświadczenia, w kraju  nadwiślańskim, który spojrzy  na Polskę oczami Rosjanina, Niemca, a może Syryjczyka? Gdyby spojrzał dzisiaj ta jego książka o naszym kraju, mogłaby być nawet bardziej zawstydzająca niż faszystowski epizod w historii Słowacji.

Pamiętacie te wszystkie sierpy i młoty tak bogato eksponowane  na południe od Tatr ?  Polskie  wycieczki zawsze  ze zdziwieniem i pogardą notowały te pomniki poddaństwa, ale w świadomości Słowaków,  jest szczera wdzięczność dla Armii Czerwonej, wyzwalającej ich kraj spod faszystowskiej zarazy.

Ufo nad Bratysławą”  to próba przybliżenia nam ducha narodu, z którym obcujemy od wieków, a jednak nie znamy wystarczająco dobrze, żeby zrozumieć.

Dziękuję Wydawnictwu Czarne za egzemplarz książki

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *