Sensacyjny „Podróżnik” Pavone

Przyznaję, że dawno nie wciągnąłem się w tak niecierpliwe czytanie  książki, jak w przypadku „Podróżnika” Chrisa Pavone.  Początek w ogóle mnie nie uwiódł, zastanawiałem się jak poradzić sobie z ponad sześciuset stronami, zaliczyć pozycję, bo przecież zdecydowałem się na egzemplarz recenzencki, więc trzeba będzie coś o książce napisać.  Nie jestem fanem książek sensacyjnych, szpiegowskich, z agentami wywiadu w rolach głównych – zdecydowanie wolę ekranizacje powieści Le Carre, jak choćby „Bardzo poszukiwanego człowieka” z Philip Seymour Hoffmanem,  Grishama przeczytałem tylko „Testament”, prawie w całości w samolocie na Kindlu, Clancy jest mi kompletnie nie znany, Ludluma kiedyś czytałem, ale wolę Bourne’a na ekranie.

Tak więc zniechęcony pierwszymi stronami poznaję Willa Rhodesa, dziennikarza magazynu  Travelers – najpierw dostajemy gwałtowny opis nieprzyjemności, które spotykają Willa, a następnie cofamy się o kilka tygodni, żeby poznać lepiej przyczyny, które zwaliły bohatera z nóg, za sprawą pięknej Elle. Wkurzający zabieg, coraz częściej wykorzystywany również w kryminałach, który ma zachęcić czytelnika do lektury, zwracając uwagę na to, że w książce będzie się dużo działo.

Podroznik_okladka

Bardzo powoli akcja zaczyna wciągać niczego nie spodziewającego się czytelnika – miałem wrażenie, że zaraz książkę odłożę, ale spędziłem z nią piątkowy wieczór, pół soboty i jeszcze chciałem przyjemność rozłożyć na niedzielę, ale starczyło tylko na wczesny poranek. Otóż Will pracując w swojej gazecie, nie przypuszcza, że gazeta może być jedynie przykrywką, dla rzeczy o wiele bardziej istotnych, a przewożone przez dziennikarzy przesyłki, w dobie elektronicznej poczty, powinny dziwić każdego myślącego trzeźwo pracownika. Ale Will ma inne sprawy na głowie, zrujnowany dom do remontu oraz piękną żonę, z którą przechodzi mały kryzys.

Sensacyjna akcja, gdzie do końca nie wiadomo kto jest kim i dla kogo pracuje, choć średnio inteligentny czytelnik domyśli się tego pod koniec samodzielnie, więc ta dynamiczna akcja, tocząca się w różnych częściach świata, może być też pretekstem dla ukazania skomplikowanej materii uczuć bohatera do żony, jego heroicznej walki, żeby jej nie zdradzić, a potem żeby ją odzyskać. Ten poziom zażyłości między bliskimi, kiedy pomimo wyjazdów i pracy kontaktują się ze sobą codziennie, jest do pozazdroszczenia, bo przecież bliskość to pamięć w każdej godzinie życia o kimś, kogo się kocha. Will dzwoni do żony nawet kiedy ucieka ryzykując, że zostanie zdemaskowany.

Will wplątany w intrygę, radzi sobie zupełnie nieźle, nie zdając sobie sprawy, komu tak naprawdę służy. Jednocześnie poznajemy mechanizmy inwigilacji, którymi dysponują współczesne służby oraz sztuczki i wybiegi, dzięki którym funkcjonują agenci, szpiedzy, najemnicy. To świat istniejący poza naszymi wyobrażeniami, a zastępy ślęczących przed monitorami szeregowych pracowników w służbie inwigilacji, mogą przyprawić o zawrót głowy.

W tej książce nie można się zagubić, postaci nigdy się nie pomylą, nie zapomnimy nazwisk, nie będziemy się zastanawiać jakimi pobudkami kierują się piękna Australijka, przełożony Willa, pracownicy paryskiego biura Travelers, czy tajemniczy biznesmen, pragnący wykupić gazetę. Wszystko musi skończyć się dobrze, nawet jeśli mamy wątpliwości, czy żona bohatera, postępuje etycznie, a kochanka Willa nie ma wyrzutów sumienia, realizując zlecenie za niemałe pieniądze, kosztem życia postronnych osób.

Pavone jest autorem głośnego debiutu, który u nas ukazał się pod tytułem „Kobieta, której nikt nie znał”, oraz bestsellerowej powieści „Wypadek” wydanej w 2015 roku. Na intrygującej okładce znajduje się również zachęta Lee Childa do przeczytania „Podróżnika” – a kto to jest Lee Child? Miłośnicy talentu Toma Cruise’a będą wiedzieć najlepiej zwłaszcza jeśli oglądali przygody Jacka Reachera.

Do Pavone na pewno wrócę – to doskonała odtrutka na uciążliwe trasy autobusowe, kolejowe czy lotnicze, to wypełniacz chwil straconych, recepta na długie oczekiwanie, na nudę lotnisk i bezwład hotelowych wieczorów. Na moim Kindlu na pewno wkrótce zagoszczą dwie poprzednie książki autora, który potrafił w jeden weekend zaserwować mi sześćset stron lektury.

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *