Sendlerowa

Czytam książkę Anny Bikont bardzo powoli, przerywam często lekturę na kilka dni i ta lektura prawie pięciuset stron rozciąga mi się w czasie, ale chyba tak być musi, żeby za bardzo nie ulec przerażeniu. Zdawać by się mogło, że o zagładzie Żydów, w czasie drugiej wojny, wiemy dostatecznie dużo, że już nic nie może nami bardziej wstrząsnąć, ale w tym przypadku czytanie biografii Sendlerowej, ukazuje nam wszystko jeszcze pod innym kątem.

Tak naprawdę Irena Sendlerowa jest tu jedynie pretekstem, do pokazania losów grupki żydowskich dzieci, pośrednio również dorosłych, z nimi związanych. Te losy, jednostkowe życiorysy, pokazują z czym musiały się zmierzyć dzieci w tych dzikich czasach, kiedy polowano na nie bezlitośnie. A polowali nie tylko Niemcy, którzy jak pisze autorka, zawsze mieli problem, żeby rozpoznać żydowskie pochodzenie, z czym doskonale radzili sobie ci wszyscy, z którymi w jakiejś tam symbiozie, Żydzi żyli latami, czyli ich sąsiedzi, rodacy, znajomi – Polacy.

fc268b15-e959-45b2-ba2e-6b6b47f2915c_900x

I zapewne fakty żerowania na ściganych Żydach,  pobieranie od nich haraczu za schronienie, denuncjacje, polowanie na ulicach, ograbianie i szczucie, nie przesłonią tego wszystkiego, co zrobili inni, ratując Żydów, ale czytanie o tej niegodziwości, zawsze jakoś boleśnie rani poczucie przyzwoitości.

Ta biografia to historie, zebrane skrupulatnie, opisane z podaniem wszelkich materiałów źródłowych, historie jednostkowe, o wielkim ładunku strachu, osób, które jakimś cudem przetrwały. Bo przecież chyba z tysiąc razy więcej znalazło by się losów, które nie miały szczęścia, nie tylko do tego, żeby przeżyć, ale nawet do tego, żeby je opisać.

Sendlerowa” to biografia przedziwna, ponieważ wiele faktów należało zweryfikować, wiele nieścisłości wyjaśnić, a Bikont bezlitośnie punktuje wszystko to, co Irena Sendlerowa błędnie podała w przeróżnych źródłach, co nie oznacza, że robiła to celowo lub z premedytacją – to raczej ogrom przeżyć, historii, interpretacji, spowodował, że fakty były czasem kompletnie inne, niż podawała Sendlerowa .

Książkę Anny Bikont mam w postaci e-booka,  gdzie zdjęcia wyświetlane na komputerze pozwalają na dokładniejsze przyjrzenie się twarzom, w większości już nie żyjących osób, zobaczyć jak ubierali się i jak czesali tyle lat temu – to przyglądanie się jest takim przerywnikiem w poznawaniu ich losów. Oto Renata Skotnicka, na zdjęciu z ufarbowanymi włosami, z roku 1943 (rozdział, którego tytuł brzmi jak oskarżenie: Co ty byś zrobił, jakbyś Żyda u siebie znalazł?). I kilka zdań z opisywanych tu jej losów:

 „chłopi okradli nas z wszystkiego, co miałyśmy, ale nie wydali, puścili nas wolno”; z trzynastolatki zmieniła się w szesnastolatkę. Gdy wychodzili z brygadą do pracy na aryjską stronę, grupy Polaków wołały: „Parchy, dobrze wam tak!”; „W niedzielę w tajemnicy przed rodzeństwem chodziła żebrać pod kościół dla konwertytów; umiała się ładnie przeżegnać, żeby podziękować”; Pierwszy raz jak wyszłam, miałam złotą bransoletkę od siostry, żebym się okupiła w razie czego. Paru szczeniaków od razu mnie otoczyło przy tramwaju, krzycząc „Jude!”. Obok mnie stała kobieta. Patrzyłam na nią błagalnie. Byłam dziewczynką, oni też smarkacze. Mogła ich przepędzić, ale patrzyła na mnie z absolutną obojętnością.” „To było między Wołominem a Radzyminem, on z innymi partyzantami urządzał polowania na Żydów, z widłami. Polowanie na Żydów to był wtedy narodowy sport.” „Noce wciąż były te same. Kuzyn gospodarza pił z gospodarzem, gwałcił mnie, szedł spać. Nie miałam dokąd pójść.”

Chyba wystarczy, ale ta książka to nieustanne czytanie o takich rzeczach, od których włosy stają dęba, albo w które nie chce się wierzyć, że mogły się zdarzyć. Sendlerowa jest tutaj tłem, a właściwie szkieletem konstrukcji całego tego wojennego okrucieństwa, jest też przykładem, dzięki któremu możemy zrównoważyć winy i zasługi, bo choć byśmy nie wiem jak chcieli zapomnieć, czy wyprzeć ze świadomości, to musimy także wziąć na siebie winę tych szubrawców, których było wielu, podobnie jak tych nie przejmujących się losem dzieci żydowskich było więcej od tych Sprawiedliwych, którzy je ratowali. Książka Bikont pokazuje również jak samotna była Sendlerowa w ratowaniu dzieci oraz jak skomplikowanym charakterem była bohaterka książki, kojarzona zazwyczaj z łagodną staruszką z czarną opaską na głowie.

Sendlerowa w tej biografii to osoba, która pomaganie ma we krwi, jest dobrze zorganizowana a jednocześnie tyle razy potrafi się zbuntować. Na studiach wychodzi za mąż, ale wiąże się z innym, do tego Żydem, którego ratuje. Ma z nim dzieci, ale jego też zostawia, bo wraca do pierwszego męża. I od niego też odchodzi. Nie jest wierząca, zapisuje się do partii.

W tym swoim ratowaniu Żydów Sendlerowa była samotna, jak mówi Bikont: była w swoim postępowaniu, przeciwko własnemu narodowi, była mniejszością, której większość zagrażała lub była obojętna.

 „Sendlerowa. W ukryciu” Anny Bikont jest opowieścią o dzieciach, które przeżyły, a jednocześnie jest o tych, którym nie było to dane, o tych, z około miliona, którym się nie udało. To książka o samotności ratujących. I o bezradności.

Dziękuję wydawnictwu „Czarne” za udostępnienie mi książki.

logo-cd1f9656b3c26a765b2c4e1115b9aa10fc94df9af32dc92c583146acb7bae452 (1)

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *