„Cienie” Wojciecha Chmielarza

Mój ambiwalentny stosunek do kryminałów Wojciecha Chmielarza, nie przeszkadza mi ich czytać, a pochwalne recenzje z wszystkich stron jeszcze bardziej utwierdzają w przekonaniu, że o ile Chmielarz wart jest mszy, to jednak do doskonałości sporo mu brakuje.

I nie zasiadam tu teraz do napisania, dlaczego Mortka mnie wkurwia, dlaczego w kilku miejscach ta opowieść się rozłazi – piszę o najnowszej książce Chmielarza, ponieważ mi się podobała, przeczytałem ją stosunkowo szybko, a przygody Suchej i Mortki miały w sobie coś wciągającego. Jeśli ani przez chwilę nie mam wrażenia, że książka jest stratą czasu, to znaczy, że Chmielarz potrafił zainteresować nawet takiego abnegata jak ja, którego i Mankell w końcu rozczarował, Horst znudził, Lemaitre zawiódł, a jedynie Nesbo postrzegany jest bezkrytycznie.

„Cienie”to chyba trzecia powieść Chmielarza, którą tutaj opisuję i przyznaję, że czepiałem się tego autora trochę, wytykałem mu zwłaszcza pretensjonalną „Zombie”, gdzie brylował niejaki Dawid Wolski, ale przecież chwaliłem „Przejęcie”. Chmielarz niewątpliwie jest pisarzem, po którego warto sięgać, stąd ucieszyło mnie wznowienie „Podpalacza” przez wydawnictwo Marginesy i obietnica wysłania egzemplarza do recenzji.

Mortka zostaje wezwany na miejsce zbrodni, gdzie są dwa trupy kobiet, do tego są to matka i córka, a jeszcze lepiej, bo zostały zabite z broni kolegi komisarza, niejakiego Kochana, damskiego boksera, który z upodobaniem leje swoją żonę. Nie przeszkadza to Mortce być jego przyjacielem i próbować wygrzebać go z całej intrygi, niewątpliwie sprokurowanej przez kogoś, kto chce Kochana zniszczyć. Pierwszymi podejrzanymi stają się u czytelnika, bo nie u Mortki, policjanci Andrzejewski i Gruda, którzy w jakimś odruchu samosądu, wyeliminowali bossów świata przestępczego i zakopali ich ciała, które odkrył właśnie Kochan. A Kochan, jak samo nazwisko wskazuje, nie tylko bijał swoją żonę, ale również został kochankiem córki jednego z zamordowanych gangsterów. Nie bardzo to skomplikowane, nawet jeśli dołożymy do tego dwójkę czarnych charakterów, którzy powinni na koniec ponieść zasłużoną karę.

Michał Łazarowicz to lobbysta, czyli człowiek, który może wiele załatwić, ponieważ zna wpływowe osoby. Opłacany nie tylko przez przedsiębiorców, ale również przez gangsterów, którzy dzięki jego układom np. w prokuraturze, mogą załatwić zwolnienie ważnego świadka, a potem go zarżnąć.

Borzestowski to gangster, którego o mały włos nie załatwi prosty chłopak, który bez trudu dostaje się do jego mieszkania – no panie Wojtku, takie tuzy jak Borzestowski muszą mieć ochronę 24h i nie tak łatwo go załatwić, jeśli nawet ma bolące plecy.

Chmielarz sprawnie kreśli swoje postaci, obudowuje je psychologią, czasem przesadnie wikła się w ich wątki osobiste, jak w przypadku Grudy i jego zaniedbywanej córki. Te wątki poboczne nigdzie nie prowadzą, rozrzedzają akcję, książka rozrasta się do pięciuset prawie stron, a napięcie spada. Oczywiście ważne dla głównego bohatera są jego stosunki z byłą żoną i aktualną ukochaną, ale znów, Chmielarz opisując sceny zazdrości wpada w schemat – bo jeśli partner kłamie dla wygody, zabiera do swojego domu koleżankę, żeby jej pomóc, a kochanka nakrywa go na tym kłamstwie, to jest to dosyć banalny schemat, musicie przyznać. Osobiście spodziewałbym się tutaj jakiegoś zawirowania mniej oczekiwanego przez czytelnika, no ale to nie moja książka.

Suchocka jest fajna, z tą swoją manią schronów atomowych i umiłowaniem broni. Reprezentuje również feministki, ma wyraźnie poglądy na przemoc w rodzinie i daje się lubić.

Sam Mortka jest jeszcze zbyt mdły, wydaje się być popychanym przez wydarzenia, a nie ich sprawcą. Do tego to jego durne nazwisko – przecież klasyczna powieść kryminalna oparta jest na osobowości głównego bohatera, a nazwisko mocno go określa: słyszmy Marlowe – widzimy Bogarta, Harry Hole też brzmi dobrze; Mock, a nawet Maciejewski brzmią tysiąc razy lepiej niż Mortka.

Czepiam się detalów, ale ten  kryminał da się lubić. Zastanawiałem się długo nad tytułem – co Chmielarz chciał nam powiedzieć  tytułując swój najnowszy kryminał – przyznam się, że dopiero czytając pierwsze recenzje oraz wywiady autora dowiedziałem się, że chodzi o to, że przeszłość jest jak cień, który zawsze nas dopadnie.  Trochę naciągane ale niech tam.

W maju ma się ukazać nowa powieść Wojciecha Chmielarza, też kryminał, ale bez Mortki i bez Wolskiego. Mortka idzie w odstawkę, przynajmniej na jakiś czas, więc pewnie przyjdzie pora na Wolskiego. Gdybym miał wybierać, to ja poproszę o Suchą.

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *