Z. Kowalewski, A. Paczkowski

„Mount Everest. Dzieje zdobycia i podboju” Wydawnictwo Sport i Turystyka 1986, wydanie I w nakładzie 35.275 egz. Zapłaciłem 2000 zł i tyle jest na obwolucie. Pamiętam dobrze tą cenę, pamiętać będę zawsze ile ten album kosztował, może dlatego, że taka równa kwota, a może dlatego, że jak go kupowałem, to urzekła mnie jego doskonałość wydawnicza, jego uroda i gładkość, jakaś taka zgrabność. Kiedy sięgam pamięcią do dnia zakupu to widzę ulice Drobnera, choć kupiłem książkę w nieistniejącej już księgarni przy Rynku, gdzie dziś Pizza Dominium. Ale chodziłem wówczas na zajęcia na Cybulskiego, spędzałem tam wiele godzin na oglądaniu pod mikroskopem szczątków roślinnych z zamierzchłych czasów i musiałem, wracając na Wieczorka, przeglądać z lubością album. A może definicja skojarzenia: Everest – Drobnera ukryta jest gdzieś indziej? Nie poddam się specjalnie psychoanalizie żeby to wyjaśnić. Ta magdalenka sprawia mi jednak dużą przyjemność i wystarczy, że spojrzę na wierzchołek z okładki, widzę ten czas zakrzepły w upale na Drobnera.
Na obwolucie zgadnijcie co? Bardzo niebieska ta obwoluta.
Nie znalazłem żadnych pamiątek w środku, co mnie dziwi bo zawsze w tych czasach chowałem do albumów różnorakie pamiątki do odkopania po latach. A tu nic. Może podobała mi się idea takiej niemieckiej czystości tej pozycji, jej doskonałość nie mogłaby być skażona żadnymi dodatkami. Album świetnie zachowany, stoi w kolekcji górskiej, na dolnej półce. Namiętnie zbierałem górskie pozycje w czasach, kiedy o książki było w ogóle trudno. Ania P. (piszę P. bo nie pamiętam już jak miała na nazwisko, ale na pewno na P; choć jakby mi się chciało, to bym sobie to nazwisko jednak przypomniał, ale mi się nie chce, no i głupio byłoby je teraz podawać publicznie) z Oleśnicy zresztą, entuzjazmowała się także zakupami książek o górach i pamiętam, że spędziłem kiedyś z nią miłe chwile, kiedy leżąc pod łóżkami w pokoju w schronisku w Morskim Oku, gadaliśmy o płytach Mike Oldfielda, dochodząc do wspólnego wniosku, że najlepsza jest Incantations (nic tak nie zbliża jak te same ulubione płyty).
Oczywiście są zdjęcia. I jest też to słynne zdjęcie Wandy Rutkiewicz, całe skąpane w czerwieni namiotu, kiedy himalaistka śpi w obozie IV, na dzień przed atakiem szczytowym. Zresztą to ona jest autorką tego zdjęcia, więc albo udaję że śpi, albo ktoś jej to zdjęcie zrobił.
Jest też lista 181 zdobywców do 30. X. 1985 roku. Po dwudziestu latach należałoby ją uzupełnić.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na Z. Kowalewski, A. Paczkowski

  1. robak pisze:

    Najlepsza płyta Oldfielda to Hergest Ridge. Incnatations też może być. A wogóle to Oldfield is the best.

  2. agniusza pisze:

    czy Paw doroty panu ok?

  3. dżejms pisze:

    nie lubie M.O.

    szukam ksiazki Iwaszkiweicza o Sandomierzu, mozesz pomoc?

  4. Gocha pisze:

    Ktoś tu powiedział, że Tomasz Mann „napisał w życiu tak mało” – Boże, cóż za ignorancja! Wszak literatura zna niewielu równie płodnych pisarzy!
    Autorowi radzę zajrzeć choćby do encyklopedii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *