Wawrzyniec Żuławski

„Sygnały ze skalnych ścian. Tragedie tatrzańskie. Wędrówki alpejskie. Skalne lato” wydane przez Naszą Księgarnię w 1985 roku, jako wydanie czwarte, w nakładzie 30 tysięcy egzemplarzy. Cena dumnie na tylnej okładce mówi, że 200. Wawrzyniec na pierwszej stronie podpiera się dłonią, oczywiście sztucznie i nienaturalnie – no i ten zaczesany loczek…
Nasza Księgarnia to wydawnictwo dla dzieci i młodzieży; pamiętam te niezwykłe książki z pierwszych lat czytania, dobrze wydane choć na żółtym papierze.
Na okładce brązowa przebitka zdjęcia ze wspinaczki tatrzańskiej, w środku jeszcze wiele czarno – białych zdjęć, z Tatr i Alp, oraz zielone bilety lotnicze, właściwie miejscówki na egipskie linie EgyptAir, z numerkami 6E, 6F i 7E. A przecież nie miałem tej książki na wakacjach.
Przeczytałem raz z rozkoszą. Tragedie tatrzańskie mam w unikatowym wydaniu, o którym kiedyś i potem. Autor jest legendarną postacią świata taterników – zginął w masywie Mont Blanc przysypany lawiną, gdy brał udział w ratowaniu zaginionych kolegów, kiedy to szans na odnalezienie ich żywych nie było już wcale. Jednak wyszedł w góry, bo przyjaciół nie zostawia się do końca. No i był kompozytorem, podobno zdolnym i pisarzem, bo w tej słynnej rodzinie było wielu literatów – ojciec Jerzy Żuławski był znanym pisarzem.
Książka nie trzyma się dobrze, nadaje się do klejenia – w owych czasach wydawano książki niechlujnie i wymagają troskliwej opieki. Gdzie kupiłem – nie pamiętam, ale stawiam na legendarną dla mnie księgarnie w rodzinnym mieście, gdzie zawsze pięknie wyłożone na blacie czekały na mnie rarytasy. To młodzieżowa lektura dla miłośników przygody i włóczenia się po górach. Opisywane klimaty zniknęły już wtedy, kiedy ja chodziłem w Tatry – co gorsza, moje klimaty też już są nie do odtworzenia. Dynamika przemian mentalnych i inne Zakopane nie wrócą nam już tych chwil, kiedy to przyjeżdżając o 5.30, udawaliśmy się leniwym krokiem przed mleczny bar, otwierany o 6.00. i zajadaliśmy smaczne śniadanko zastanawiając się obok pękatych plecaków, czy lepiej najpierw na Chochołowską, czy może na Ornak, bo bliżej, ale ja nigdy nie lubiłem tego schroniska.
Zastanawiam się czy przestrzegany przez nas wówczas rytuał nie picia po morderczym dniu w schronisku, pepsi coli a jedynie ciepłej herbaty, wynikał z jakichś logicznych przesłanek – pijących gazowane napoje w górach uważaliśmy za durniów. A może sami nimi byliśmy? Może.
Ale mieliśmy dużo wdzięku.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na Wawrzyniec Żuławski

  1. obecny pisze:

    A toś mi uruchomił wspomnienia… Od razu sięgnąłem po „Wołanie w górach”…

  2. mojeksiazki - ->obecny pisze:

    Czy tylko Ty czytujesz to co ja?

  3. fives pisze:

    jeszcze ja czasami 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *