Leopold Tyrmand

„Dziennik 1954”; ResPublika 1989, wydanie I, nakład 135 tys. egz.!!!; cena 2000 zł;
Czarna okładka z białymi literami, miękka, na odwrocie zdjęcie autora za biurkiem.
50 lat temu, praktycznie zaraz po wojnie, Tyrmand pisał dziennik; przez trzy miesiące notował fakty ze swojego życia. Utkwiły mi w pamięci sceny deprawacji 16-letniej Bogny ( kto to mówił, że kiedyś tak wcześnie nie zaczynano)przez już 34-letniego Lolka, rozmowy z Kisielem, polemiki z Kałużyńskim – aż się wierzyć nie chce, patrząc na dzisiejszego Zygmunta K., że przetrwał wszystkie burze i napory i wciąż go widać.
Książka mi się podobała i warto byłoby ją ponownie przeczytać. Być może w wersji nieocenzurowanej, doskonale wydanej parę lat temu, ze zdjęciami i monetą z tamtych czasów.
Mój egzemplarz ma tylko lekko pożółkłe kartki, ale trzyma sie nieźle.
Tyrmand raczej kariery nie zrobił, szkoda, że wyjechał – została po nim sława znawcy jazzu i czerwone skarpetki.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na Leopold Tyrmand

  1. M. pisze:

    czerwone, żółte, jaskrawe i w paski…i nieodzownie białe do czarnego stroju…
    …kuszące te pożółkłe strony…

  2. http://www.oddzial-wlodzi.blog.pl/ pisze:

    to już tak dawno było? o rany jestem stara, zaczytywałam się tym dziennikiem i było to ponad 10 lat temu? a zupełnie jakby wczoraj.. pzdr.

  3. przzemek pisze:

    Tyrmand to byl gosc. I jednak jest dosc slawny w Polsce

  4. calamity pisze:

    …i Złego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *