Jean-Claude Corbeil/ Ariane Archambault

„Angielski i francuski słownik obrazkowy” – odszukaj słowo według ilustracji; znajdź właściwą ilustrację słowa. Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1990. Twarda oprawa z obwolutą, na której czerwone drzewo na niebieskim tle: „Structure of a tree – structure d’un arbre” . Gruby tom, prawie tysiąc stron. Najdziwniejszy słownik jaki posiadam, w którym autor usiłuje przekazać nazwy w dwóch językach wszystkiego, co nas otacza. Kupiłem go już tyle lat temu i raczej nie używam. Zastanawiam się nad jego praktycznym zastosowaniem – chyba tylko do intensywnej nauki języka. Mamy tu budowę granatu ( ring, leser, primer, spring, striker, safety pin), maszyny do szycia, harfy, mostu zwodzonego czy nazwy ziół (marjolaine, bourrache, persil). Kiedy się ten słownik zaczyna przeglądać, nie można się od niego oderwać. I to nie tylko dlatego, że zawiera obcojęzyczne nazwy, ale że wyjaśnia budowę otaczającego nas wszechświata. 25 tysięcy terminów, 3 tysiące rysunków – wszystko to robi wrażenie. Szkoda, że to taki zapomniany tom, stojący pośród innych słowników, ale jednak niewykorzystany, bo przecież poza krótką przygodą z językiem francuskim, w związku z fascynacją I., oraz nauczeniem się odmiany czasownika „ja”, liczebników oraz kilku podstawowych zwrotów, nie czuję potrzeby mówienia po francusku. Kiedy byliśmy razem we Francji, musiałem osobiście kupować znaczki na poczcie, posługując się angielskim, bo I, która zdała maturę z francuskiego na 5, nie mogła z siebie wydusić słowa. Prezentowałem wówczas okropną irytację i jeszcze bardziej ją blokowałem.
Przypominam sobie także moje dojeżdżanie do pracy autobusem PKS, zimą, odjazd godzina 5.30, stary Jelcz spod dworca Świebodzkiego: to traumatyczne przeżycie pozwoliło mi szybko zmienić pracę, ale wracając z tych nieszczęsnych Prochowic, wkuwałem właśnie słówka francuskie, żeby później błysnąć przed I.

Czasami kupuje się książki dla następnych pokoleń, chyba że one nie będą już z nich korzystać, bo książka stanie się jakimś dodatkiem do życia, niekoniecznie funkcjonalnym, raczej hobbystycznym. Ale to już nie jest mój problem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *