Festiwal Miłosza w Krakowie.

W synagogach kultura mości się wygodnie, w odróżnieniu od kościołów, gdzie mogłaby dopasować się do wystroju, zabrzmieć pełniej, może nie jak Pussy Riot, ale zawsze lepiej. Stańko w Synagodze pod Bocianem wybrzmiał naturalnie, a dwa dni wcześniej w krakowskiej Synagodze Tempel zasiedli poeci.

Nie dane było mi zobaczyć Juana Gelmana, za to słyszałem jego głęboki głos, kiedy czytał swoje wiersze. Argentyński poeta, dwukrotnie skazany na śmierć, przez peronistów i juntę wojskową; jego syn Marcelo Ariel i synowa María Claudia Iruretagoyena, będąca w siódmym miesiącu ciąży dołączają  do grupy ponad trzydziestu tysięcy desaparecidos, ludzi, którzy zniknęli w wyniku zbrodniczych działań junty. Jak okazało się po latach, oboje zostali zamordowani, oprawcy pozwolili jednak przyjść na świat dziecku, które zostało umieszczone w rodzinie zastępczej w Urugwaju. W 2000 roku Juanowi Gelmanowi udaje się odnaleźć wnuczkę. Czyta wiersz o Brodskim po hiszpańsku.

Philip Levine ma 85 lat i trochę przypomina Jana Turnaua, ale tylko trochę. Ma mocny głos wyrobiony pewnie na licznych wieczorach poetyckich, zwłaszcza, że jego wiersze nawiązują do robociarskiej historii – mając 14 lat rozpoczął pracę w fabryce samochodów w Detroit. No i dorobił się Pulitzera. Zapomina oddać mikrofon tłumaczce, która grzecznie czeka – a co ma robić? Trącić poetę w ramię?

Lew Rubinstein wiercił się za stołem czekając na swoją kolej, potem na stojąco czytał wiersze, jako tzw. „kart-art”, formy zapisu poetyckiego, zgodnie z którym rozbite na pojedyncze zdania utwory są umieszczane na fiszkach. Otrzymywane w ten sposób kompozycje, stanowiące często zlepek cytatów, mogą być odczytywane w losowej kolejności, dopuszczając bardzo różnorodne interpretacje. Nie wszystkim to się podoba, ale po co się kłócić o poezję, liczy się zabawa, tak jak i poczucie humoru – w 1999 r. poeta otrzymał Nagrodę im. Andrieja Biełego – symbolicznego rubla i butelkę wódki.

Janusz Szuber dla mnie zbyt amatorski – nie dodałem go do znajomych na facebooku.

Wszystkiemu przysłuchiwali się między innymi syn Czesława, Antoni oraz biograf Franaszek. Lew Rubinstein palił papierosa przed synagogą a mnie wydawało się, że go skądś znam.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *