Artur Sandauer

„Proza” Czytelnik 1983; wydanie trzecie uzupełnione, w normalnym jak na te czasy nakładzie 20 tys. i 320 egz. no ale na papierze kl. V, co nadaje tej książce urok pożółkłych stron, tej zakurzonej szarości i szorstkości; a przecież kupiłem gdzieś tam niedawno, jakby te ponad 20 lat życia, nigdy się nie ulatniało, nie uleciało, jakby ten moment w historii miasta, w historii przeżyć po prostu usunął się na bok, zrobił miejsce na przemijanie. Miałem jakiś dziwny sentyment do autora, którego dziś nigdzie nie ma, podobnie jak kilku innych, który był lokalnym folklorem czasów teraz odsuniętych, a więc jest z góry skazany na wymazanie. Sandauer wepchnął się do mojej literatury poprzez Gombrowicza, poprzez Schulza i te jego alianse z władzą dały te nakłady, te wydania, a że głupi nie był, talent miał, „głośno” pisał o swym pochodzeniu, analizował sytuację z punktu widzenia Polaka żydowskiego pochodzenia, a więc wszystko to sprawiło, że mam dziś nawet 4 tomy jego dzieł zebranych. A może to skusiła mnie ta czarna okładka, z białymi literami, niedbale rzuconymi, jakby białą farbą, niemal identycznie jak w „Pamiętniku z powstania warszawskiego” Mirona? Może. W każdym razie czułem czającą się tam tajemnicę, pomieszanie ponurego żydostwa, literatury, jakiejś dziwnej normalności, co może jest i paradoksem, ale ma swój urok. Czytałem to niedbale, podziwiałem inteligencję, mało mnie to ruszało o ile nie dotyczyło Schulza czy Gombrowicza, czasem zwracał uwagę talent literacki. I z jakiej strony teraz do tego podejść, po co to trzymać, jak czytać, a jak nie czytać, to po co mieć, ale przecież nie mieć, to stracić to życie swoje minione.
55 złotych – ile to było w tamtych czasach – pewnie niewiele, mógłbym sobie za te pieniądze może ze dwa razy pójść do kina, np. na Dziewczyny z Nowolipek, do Wodomierza, ale przecież nie czułem, że go będą zamykać. Książki kupowane w tamtych latach są jak powrót do przeszłości i choć nie nakręci nikt na ich podstawie telenoweli, to jednak warto je trzymać dla samej satysfakcji, że kiedyś było się kimś innym, a planowało się żyć zupełnie inaczej niż się żyje. Ale to już zupełnie inna historia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *