Hipnotyzer

Fascynowały mnie te filmy wyświetlane od czasu do czasu w telewizji, jeszcze czarno-białej, potem w niedzielne popołudnia dziwnych lat osiemdziesiątych, a teraz zapomniane, wrzucane czasem jako zapchaj dziury w popołudniowe pasma niszowej TVP Kultura. Wczesne nowele filmowe Zanussiego, pisane wspólnie z Edwardem Żebrowskim, niepokojąco prowokowały, a Zapasiewicz wygrywał w nich swój kunszt, pokazywał człowieka, którego nie chce się lubić. „Twarzą w twarz”, ‘’Zaliczenie”, „Góry o zmierzchu”, ”Za ścianą” to filmy, które mnie kształtowały, przygotowywały do Bergmana, Antonioniego.

Biografia Edwarda Żebrowskiego nie jest grubym tomem z tysiącem przypisów, nie przypomina pękatych opowieści o Andrzejewskim, Miłoszu, nie jest nawet próbą porównania się z wydaną w tej serii Czarnego biografią Lema. A jednak jest niezwykłym hołdem dla człowieka, który pozostając w cieniu, ukształtował wielu ludzi, z którymi się przyjaźnił.

Jakub Socha zmierzył się z tą biografią poprzez relacje z ludźmi, którzy byli blisko z Żebrowskim, zrobił to bardzo oszczędnie i powściągliwie, czasem ma się wrażenie, że dużo pomija, że gdzieś napotkał na barierę nie do usunięcia. Mało tu anegdot  z życia rodzinnego Edwarda, relacji żony, szczegółów intymnych. Żebrowski był wycofany, osobny, a jednocześnie pełen sił witalnych  w młodości – awanturnik, bokser, podrywacz i pijak.

Żebrowski to nazwisko panieńskie matki, które przyjął po wyjściu z więzienia. Edward Bernstein był synem Ludwika Bernsteina, członka AK, odznaczonego orderem Virtuti Militari za wojnę  1920 roku. Do więzienia Edward trafił  po esbeckiej prowokacji wymierzonej w Iredyńskiego, z którym się przyjaźnił. Wypuszczony po ośmiu miesiącach (Iredyński siedział trzy lata), uspokoił swoją pasję życia, ale być może spowodowane to było chorobą, której się nabawił, a która naznaczyła jego życie do końca.

Młodego Bernsteina nosiło. Kiedy nie dostał się na studia, ponieważ maturę zdał w wieku 15 lat i był za młody, postanowił łowić ryby i pisać. Był tokarzem, chciał studiować w szkole teatralnej, ale też polonistykę i filozofię. Poznał Marka Hłaskę, który uciekał przed esbeckim oprawcą Józefem Różańskim, stalinowskim katem, a po odwilży dyrektorem PIW-u, który wymyślił dla Hłaski rolę piewcy SB. Te przygody dwóch osobowości, Edwarda i Marka, to gotowy scenariusz filmu drogi: bitki w Orzyszu – legendarne są wspomnienia przyjaciół Edwarda, który rozkładał swoich przeciwników jak tylko chciał i sprawiało mu to niebywałą przyjemność – uwodzenie żon, picie i włóczęga po knajpach. Żebrowski pokazywał wtedy swoją dwoistość: z jednej strony awanturnik i dusza towarzystwa, a z drugiej jakiś osobny, refleksyjny, mroczny nawet, pozornie wesoły ale ironiczny.

Przyjaciół miał niezwykłych, wybierał ich starannie, od Marka Hłaski, Iredyńskiego, Zanussiego, Stanisława Różewicza, Terleckiego, po Kieślowskiego czy Michała Komara.

Przyjęty od razu na drugi rok filmówki. Wajda uważał go za postać z „Biesów” – Dostojewskiego znał wybornie, dlatego twórca „Człowieka z marmuru” powierzył mu wraz z Agnieszką Holland adaptację „Biesów”, którą realizował we Francji. Ten Dostojewski mocno go ukształtował. Był silny psychicznie, interesowało go okrucieństwo w stanie czystym, potrafił być okrutny w rozmowie robiąc z drugiego durnia. Uważał, że świat jest zły. Sam postrzegany  był trochę jako osobnik dosyć złowrogi, jak właśnie ktoś, kto wyszedł wprost z książki Dostojewskiego.

Cierpiał na chorobę Bürgera, czyli zakrzepowo-zarostowe zapalenie naczyń krwionośnych – dużo palił w młodości, nawet dwie paczki extra mocnych dziennie (czy ktoś pamięta jeszcze te czasy, kiedy o szkodliwości palenia się w ogóle nie mówiło?) i to mogło być przyczyną choroby. Umrze na raka płuc, choć na starość nie cierpiał dymy tytoniowego.

Nakręcił jedynie trzy pełnometrażowe, własne filmy: „Ocalenie” „Szpital przemienienia” oraz „W biały dzień”. Ten drugi jest doskonały, choć Lem, na podstawie którego książki powstał, jak zwykle psioczył i narzekał na efekt końcowy. Film przypomina najlepsze dokonania Zanussiego, zwłaszcza „Spiralę”, i choć to właśnie Zanussi został sławnym reżyserem, to mówi się, że nie byłoby Zanussiego bez Żebrowskiego, albo jak to ujął ironicznie Kazimierz Kutz: to Żebrowski wymyślił Zanussiego – z nudów.

Kieślowski  stale dawał Żebrowskiemu do czytania swoje scenariusze, ale współpracowali razem tylko przy „Czerwonym”. Jaki byłby „Przypadek” gdyby robili go wspólnie, a były takie plany. Różniło ich patrzenie na świat: Kieślowski wierzył w człowieka –  Żebrowski był raczej  pesymistą. A jednak Kieślowski zazdrościł przyjacielowi awanturniczej młodości i mówił: „Wiesz co, tak sobie myślę, że ty przynajmniej miałeś ciekawe przygody w młodości. A ja, kurwa, nic, tylko mozół i nuda”.

Lubił być wykładowcą – studenci się go bali. Żartowano, że dwóch studentów zwariowało na jego zajęciach: „przyjechała karetka, Edward był szczęśliwy”.

Książka Jakuba Sochy pokazuje, że Żebrowski to niespełniony talent, że wiele z jego zamierzeń nie wypaliło. „Hipnotyzer” to określenie pojawia się tylko w tytule, ale po lekturze przekonujemy się, że reżyser był ważną postacią dla wielu, że był niekwestionowanym autorytetem, któremu taka biografia się należała, wydana zaledwie 4 lata po śmierci.

Książka Jakuba Sochy Hipnotyzer ukaże się 31 stycznia w Wydawnictwie Czarne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *