Uległość

Czytanie Houellebecqa przypomina smakowanie ulubionej potrawy i nie są to ziemniaki ze śmietaną – raczej ostre leczo z kiełbasą ze świniobicia. „Uległość”, którą można było zamówić jeszcze przed oficjalną premierą, nie jest książką grubą, to jedynie 285 stron, z krótkimi rozdziałami, jakby Michel z premedytacją pociął ją na kawałki, zlepiając fragmenty polityczno-publicystyczne, z historią życia inteligenta nad przepaścią.

Nie warto przypominać wszystkich zawirowań wokół książki, zamachu na Charlie Hebdo, okładki czasopisma i późniejszego dystansowania się autora oraz przyznanej mu ochrony policyjnej i odwołaniu promocji książki we Francji. Doskonale to rozumiemy, zwłaszcza po obejrzeniu świetnego „Porwania Michela Houellebecqa”, gdzie w rolę porywaczy wcielili się nasi rodacy, skąd inąd sympatyczni.

O co chodzi w książce, wszyscy, którzy w świecie literatury się obracają, dobrze wiedzą – Francja dostaje się pod rządy Bractwa Muzułmańskiego, ale nie jest to przecież krwawy terror, a raczej sielanka, gdzie wszyscy, może oprócz kobiet, które zawsze są poszkodowane, zaczynają dostrzegać korzyści, jakie z tej zmiany politycznej wynikają. Polityczna diagnoza Houellebecqa zdaje się być literacką utopią, która jednakże jest tylko prowokacją, mającą zwrócić uwagę na zupełnie coś innego. Ta dystopia, łagodnie wprowadzająca nas w nową rzeczywistość, nigdy się nie ziści, a przedstawiona przez autora przyszłość, gdzie pod patronatem islamu powstanie jakaś nowa wersja Cesarstwa Rzymskiego, pod wodzą muzułmańskiego cezara, prezydenta Ben Abbesa, jest równie prawdopodobna, jak utworzenie w Polsce państwa wyznaniowego pod wodzą ojca Rydzyka.

Houellebecq pokazuje raczej degrengoladę społeczeństwa zachodniego, dla którego wygoda i konsumpcja, są ważniejsze od światopoglądu, a tym bardziej wyznania. Religia jest jedyną możliwością, scalającą społeczeństwa, a kiedy się jej pozbędziemy, albo ją zmarginalizujemy, pozostaną drobne radości dnia codziennego, a sens i cel życia, każdy wybiera sobie indywidualnie i jedni się tutaj sprawdzają, a inni, jak bohater „Uległości”, stają w pewnym momencie w takim punkcie, gdzie nic już nie jest w stanie ich porwać.

W świetnej wymianie listów, między autorem „Cząstek elementarnych” a Bernardem-Henri Levym, opublikowanej pod tytułem „Wrogowie publiczni”, Michel tak pisze o religii w swoim życiu: „ … w jakimkolwiek kierunku bym się obrócił, w mojej własnej rodzinie, nieważne, jak daleko sięgając wzrokiem, nie dostrzegam niczego, co łączyłoby się z tradycją religijną. Taka wiara, nie wykarmiona bliskim związkiem z tekstami jest krucha. I u mego ojca, zniknęła w mgnieniu oka, skoro tylko się wzbogacił i znalazł się poza klasą. W mojej osobie mamy dziś do czynienia z drugim już pokoleniem ateistów absolutnych – nie tylko religijnych ale i politycznych”. Pisana z tej pozycji „Uległość”, pozbawia nas dylematów żarliwych katolików na ekspansję obcej im religii. Zauważalne w tej książce, jest to obojętne spojrzenie człowieka niezaangażowanego w wypadki islamizującej się Europy. Bierność społeczeństwa jest tym, co gubi powieść, stawiając ją w szeregu powieści z pogranicza science fiction albo raczej political fiction.

20150912_164418 Ten bohater, poprzez którego widzimy samego Michela, wybrał życie w samotności, bo tylko sam ze sobą czuje się dobrze, woli płacić za miłość niż o nią walczyć, gardzi mniej inteligentnymi od siebie, z rodzicami nie utrzymuje żadnych stosunków, praca z mało rozgarniętymi studentami go nudzi, a codziennymi wyborami są dla niego wahania, czy zjeść mintaja w sosie z trybuli czy musake po berberyjsku – obie zresztą w formie mrożonek.

A jednak lubimy tego abnegata, współczujemy mu, odnajdujemy w nim siebie, rozumiemy te dylematy i jakiś dramat tego życia. On jest za mądry na współczesność, za dużo wie, za dużo myśli – zapewne nie ogląda telewizji, poza programami wyborczymi i prognozą pogody. Na pewnym etapie życia, świat staje się nudny i przewidywalny – Francois nie ma na czym się oprzeć, a czysty hedonizm jakoś nie daje mu radości. Spodziewałem się oczywiście, że zostanie wystawiony na pokusy nowej rzeczywistości, oferującej mnóstwo pieniędzy za przejście na islam oraz kilka żon. Perwersyjna oferta islamistów była tak oczywista, że ze spokojem czekałem, aż bohater ją odrzuci. Szczęście nie jest stanem, w którym czuje się dobrze, upadek jest wpisany w jego genom niczym młot i sierp we flagę ZSRR, ale doprawdy, zawód jaki mi sprawił bohater, mogę porównać jedynie do tego, jaki byłby po zaprzepaszczeniu awansu na Mistrzostwa Europy, przez nasza piłkarską reprezentację.

Mamy też rzecz jasna w „Uległości” liczne smaczki, jakby osobiste refleksje autora na tematy męsko damskie, w stylu porównania konwersacji mężczyzn i kobiet, kiedy to faceci, odwrotnie niż niewiasty, nigdy nie opowiadają o swoim życiu intymnym innym mężczyznom, albo kiedy pisze o tym, że muzułmańskie kobiety w dzień owinięte w nieprzepuszczające wzroku burki, wieczorem przebierają się w ażurowe gorsety, stringi ozdobione drogocennymi kamieniami i staniki, inaczej niż kobiety zachodu, w dzień eleganckie, a w domu marzące jedynie o wygodnych ciuchach. A dalej dostajemy dowcipny fragment o różnicy między człowiekiem pierwotnym, który polował na mamuty a człowiekiem współczesnym, który musi wybrać między Auchan a Lecrelkiem.

Fragmenty dywagacji politycznych przeplatane są „złotymi myślami” samego autora i co tu dużo gadać, jego egzystencja i los, obchodzą nas bardziej, niż postępująca islamizacja Francji, zwłaszcza że doskonale zdajemy sobie sprawę, że u nas by to nigdy nie przeszło.

„Przeszłość zawsze jest piękna, przyszłość zresztą również, tylko teraźniejszość zadaje ból, który nam towarzyszy jak ropiejący wrzód, między dwiema nieskończonościami beztroskiego szczęścia” albo „ Z wiekiem sam coraz bardziej zbliżałem się do Nietschego, czego zapewne nie da się uniknąć, jeśli człowiek ma problemy z instalacjami hydraulicznymi”

„Uległość” wpisuje się doskonale w dzisiejszą rzeczywistość, ale bierze ją z zupełnie innej strony. Kiedy dziś islam wlewa się do Europy pod postacią uchodźców, każdy zadaje sobie pytanie, czy to zagraża naszej cywilizacji. Pytanie, które zadaje Houellebecq brzmi trochę inaczej: czy jesteśmy gotowi przetrwać w naszych eleganckich apartamentach, kosztem wyrzeczenia się uniwersalnych wartości, od wieków jednoczących Europę. Odpowiedź autora nie daje nam żadnych nadziei, ale nikt się nie będzie nas pytał, czy chcemy tego czy nie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *