Rzeźnia w Weronie.

       Dzisiejszy Duży Format, który jak zwykle ukradłem, przywrócił mojej pamięci motywy myślowe z niedzielnego wybiegania czternastokilometrowego, kiedy to dźgała mnie drażniąco myśl, że nikt już Dzienników Gombrowicza nie czyta. Nikt, poza rzecz jasna studentami filologii naszej, ich nauczycielami, oraz przypadkowymi oszołomami, którzy chcą dzieło zaliczyć. Kiedy wybrzmiały mi w uszach fragmenty Mrożka, który pod koniec lat 70-tych zaczął być lekko interesujący, bo np. kupił sobie sportowy samochód, myśli gombrowiczowskie uderzać mnie zaczęły intensywniej. Skonstatowałem wreszcie, że muszę się jednak mylić w swej ocenie, że dryfuje ma myśl na mielizny, że się nie znam na literackim życiu w Polszcze.

           A tu w DF „fajny” wywiad z pisarzem Jurewiczem Aleksandrem, taki podsumowujący, bo na trochę ponad jednej stronie musiał zmieścić całe swoje życie w dodatku z anegdotami. Kartoflany nos i papieros obowiązkowo z długim popiołem na końcu, zdania typu: pisarz musi być sam a Grochola to paraliteratura. To taka wersja nie do końca spełnionego Pilcha (gdzie ja czytałem ten stylowy reportaż z wizyty u Pilcha młodej dziennikarki?), a ja się zawsze zastanawiam, czy w tej swojej sytuacji życiowej on jest szczęśliwy. No takie życie wydaje mi się jakieś smutne, bo tej goryczy porównania nakładów z Grocholą wspomnianą, nie zrekompensuje świadomość, że to on jest dobry.

        I jeszcze raz zerkam nerwowo do DF, usiłując przeczytać artykuł wysnuty z nieopublikowanych listów Słonimskiego i znów powraca zgnębione pytanie: kogo to obchodzi? Z radością przeczyta się o Lisbeth Salander, ale jakże perwersyjną przyjemność posiadam wiedząc, że jeszcze można pisać o Słonimskim, że są Jurewicze, którzy pili wódkę z legendami i choć tak naprawdę nikt, spotkany na ulicy Kiełbasniczej w czwartkowe popołudnie, poza statystycznym błędem, nie odpowie na pytanie kim był Iredyński Ireneusz, to jednak przyjemność sprawia mi posiadanie 10 tomów Dzieł Gombrowicza i świadomość, że zawsze mogę po nie sięgnąć, co niestety nie da się powiedzieć o dzieciach rocznik 1997.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na Rzeźnia w Weronie.

  1. Dahli pisze:

    W Magazynie Świątecznym Wyborczej Pan czytał zapewne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *