Miguel de Cervantes Saavedra

„Don Kichote”w dwóch tomach, przez PIW w 1986 roku, aż dziwne, ale dopiero VI wydanie i w nakładzie także niezbyt, niezbyt, bo 50 tys., co na tamte czasy było średnim wynikiem. A teraz rączki do góry kto przeczytał książkę – choć to lektura szkolna, to ja nie pamiętam prób omawiania jej na żadnych lekcjach od prac ręcznych po matematykę. Na okładce w tym charakterystycznym stylu serii, w tomie pierwszym nasz rycerz ze swoim giermkiem w drodze na wiatrak, a w drugim jego zamyślony profil patrzy na księżyc. No a cena jest po prostu symboliczna – 450 zł za dwa tomy, kupione nie wiem gdzie.
Postanowiłem się trochę podciągnąć z literatury i na święta przekartkowałem wykłady Nabokova o książce i nie ukrywam, że jak zawsze Genialny Rosjanin dał mi chwile radosne, ale przecież poprzez Hiszpana, którego długo nie poważał, aż do czasu, kiedy zaczął go analizować. Sam książkę kartkowałem raz, bo nie czytałem regularnie, grzęznąć po drodze na mieliznach, a prób miałem co niemiara. Już jak się przeczyta pierwsze zdanie to włosy mogą stanąć dęba z rozkoszy: „ W pewnej miejscowości Manczy, której nazwy nie mam ochoty sobie przypomnieć, żył niedawno temu pewien szlachcic, z tych, co mają kopię w tulei, starodawną tarczę, chudą szkapę i gończego charta. (…) Mówią, że miał przydomek Quijada czy Quesada (co do tego nie ma zgody między autorami, którzy o nim pisali), ale na podstawie pewnych prawdopodobnych poszlak przypuszczać można, że nazywał się Quejana. Nie ma to jednak znaczenia dla naszej opowieści; chodzi o to, by opowiadanie nie odbiegło na jotę od prawdy.”
Uff. Co można napisać o autorze, który tak zaczyna? Wspaniały rzezimieszek w swym fachu. Genialny pisarz, którzy w jednym zdaniu potrafi sam sobie zaprzeczyć i poddać w wątpliwość swój warsztat. Uwielbiam ten styl. Nie kusi mnie wcale, żeby pisać tutaj o książce i ją analizować, bo zrobił to dogłębnie Nabokov, ale wiem, że ta durna postać kołacze mi się po głowie tylko dlatego, że została opisana przez niezwykłego pisarza. Co ciekawe Cervantes uważany był za beznadziejnego poetę i nawet nim był, wprowadził do tej powieści upiorny bałagan topograficzny, a akcję wsadził między lata 1605 – 1615. W tym czasie był urzędnikiem, który dostawał 60 centów dziennie za rekwizycję pszenicy i nagle wydał książkę. Nabokov, którego nie śmiem cytować, napisał tyle fantastycznych zdań o tej książce, że kompletnie zdominował mój własny, kiepski i powierzchowny osąd tej książki. Cóż mam teraz robić?
Uważa się Don Kichote za największą powieść jaką napisano, co prawdą być nie musi, ale wpływ jej na literaturę późniejszą jest ogromny. Na mnie książka działa jak magnes, który z początku potrafi przyciągnąć aurą by za chwilę odrzucić nudą. Te dwa tomy o pożółkłych grzbietach stoją zawadiacko na półce i cieszą oko. Doprawdy chyba zapiszę się na filologię ojczystą w korespondencyjnym kursie dla zaawansowanych, żeby poznać smaczki warte odkrycia. I to jest właśnie mój dramat – trzeba było zostać filologiem i siedzieć godzinami na Nankiera w grubych ścianach, zajęty analizą dział literackich a nie teraz żałować, że nie mam czasu na zabawę z literaturą. Za błędy młodości trzeba płacić.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na Miguel de Cervantes Saavedra

  1. maga pisze:

    1. Don Kichota czytałam, ale wykłady Nabokova czekają na swoją kolej na półce. może po tej zachęcie się zbiorę?
    wiem, co potrafi Nabokov mówiąc o literaturze, bo inne jego wykłady czytałam.
    zawsze żałowałam, że nie wiem jak to było- uczestniczyć w jego wykładach na żywo.
    (mój przyjeciel powiedział słusznie, że obecnie gdyby się to ziściło to byłoby nekrofil-ologią 🙂 )

    2. a filolodzy zgłębiający język ojczysty mają tendencje do czytania dużo, niestety niekoniecznie to, co widnieje na ich liście lektur. czego sama jestem ostatnio przykładem. cóż- nadeszła era literatury romantycznej, do której chyba już nigdy się nie przekonam. chociaż miałam nadzieję, że na studiach nauczę się czytać mickiewiczów wszelkich bez grymasu.

  2. bambetla pisze:

    nie komentuję tego wątku – mam pytanie czy wpadła Ci kiedyś w ręce książka „Jeśli zimową nocą podrózny” ciekawa jestem Twojej opinii/doznań- Dzisiaj u Ciebie troche się rozejrzałam z przyjemnością i odkopaniem książek niezapomnianych.
    W mieszkaniach bez książek czuję się dziwnie…
    A Nabokova wykłady na żywo… szkoda, ze nie były mi dane…

  3. joanna pisze:

    …nie mialam okazji przeczytac..chyba mam pecha:(

  4. salice pisze:

    czytalam za mlodu, ale nie dobrnelam do konca, zanudzila mnie ta ksiazka, ale co tu duzo mowic, z wypiekami na twarzy czytalam wowczas „dame kameliowa”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *