Knut Hamsun

„Głód” Wydawnictwo Poznańskie 1957, pierwsze polskie wydanie w nakładzie 25 tys. egz. W stopce podano, że papier kategorii V, co zresztą dobrze widać, bo książka pożółkła, kartki grube, grafika na okładce w stylu charakterystycznym dla tych lat i przedstawia wychudzonego mężczyznę z ołówkiem i kartką w ręku, siedzącego na ulicznej ławce. Cena wydrukowana głosi 12 zł, a ja książkę kupiłem w antykwariacie, ale jeszcze tym na ulicy Szewskiej, zanim powstał na drugi na Kuźniczej, który już zresztą nie istnieje, więc kupiłem płacąc 120 zł, o czym mówi wypisana na okładce ołówkiem cena. Właśnie odkryłem, że książka ma obwolutę, a mój egzemplarz jest jeszcze dodatkowo obłożony folią. Jak na 50 lat, książka tylko lekko się rozchodzi, nie potrzeba jej jeszcze kleić, choć jak przeczyta ją ktoś jeszcze to może być różnie.
Dla mnie książka kultowa. Przeczytałem pierwszy raz jeszcze w szkole średniej i odjechałem podobnie jak w przypadku Martina Edena. Podobno opisane chorobliwe stany ducha odpowiadają przeżyciom samego Hamsuna – książka powstała pod koniec XIX wieku, kiedy autor miał 30 lat. Nie dziwi fakt, że wydano ją łatwo w Polsce stawiającej socjalizm, gdyż pokazuje świat okrutnych stosunków społecznych i upokorzeń lat nędzy i niewolniczej pracy. Zresztą podobnie jak teraz, tylko że dzisiaj nikt z głodu nie umrze, bo żarcia przynajmniej w Europie trochę jest, ale upokorzenia pozostały te same.
Knutowi głodówka zbytnio nie zaszkodziła, bo dożył 93 lat a do tego w 1920 roku dostał Nobla za „Błogosławieństwo ziemi”, powieść, której kiedyś usilnie szukałem, ale bez skutku. Podobno długie i nudne – kto dziś to czyta? Ciekawostką jest nazwisko autora – Hamsund, to nazwa fermy, na której wychował się autor i wydając swoją pierwszą pracę literacką o Marku Twainie, zastąpił nazwisko Pedersen pseudonimem. W druku zgubiono literkę „d” i tak narodził się, spójrzcie na tego rozradowanego drukarza z Oslo, wielki pisarz i wielkie nazwisko. Zresztą, jak by się tak przyczepić, to wtedy nie było żadnego Oslo, tylko Christiania.
Drodzy Panowie. To męska książka. Paniom się nie podoba. No może paniom artystkom, zwariowanym kontestatorkom, szalonym Kaziom Szczukom, lesbijkom albo przyszłym samobójczyniom. Męskość tej książki polega na tym, że jest bezkompromisowa. Już widzę te głosy kobiet…
W środku książki znalazłem podwójną kartkę pocztową z Jaskini Raj. Ale dlaczego i skąd ona tam?
Nobla dostał w 1920 roku. Potem został kolaborantem. Zdurniał na starość, zabrano mu majątek, miał proces, siedział w klinice psychiatrycznej. Tak pisze o tym, bo mamy serię Noblowską, więc stawiam teraz bardziej na autorów niż na siebie. Ale wrócę jeszcze do swej megalomanii.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na Knut Hamsun

  1. jaar. pisze:

    ‚błogosławieństwo ziemi’ ani długie (mała, niepozorna książeczka), ani nudne. życie jakiego się już nie da. znalazłem w miejskiej bibliotece, w trakcie pożerania wszystkiego co Hamsun napisał.

  2. naaan pisze:

    Mnie się podobała, choć jestem kobietą:) I nie jestem przekonana, czy któreś z wymienionych określeń kobiety tj.
    paniom artystkom, zwariowanym kontestatorkom, szalonym Kaziom Szczukom, lesbijkom albo przyszłym samobójczyniom pasuje do mnie. Pozdrawiam:)

  3. jaś kapela pisze:

    głodu nie czytałem ale martin eden rzeczywiście kultowy choć mam wrażenie że czytając go teraz tylko bym się zdenerwował.

  4. albertyna pisze:

    moja koleżanka czytała ale zdurniała od tej lektury i upodobniła się do Knuta hahaha, co za infantyle

  5. matri pisze:

    i głód i błogosławieństwo mam, w domu. podobało się, kiedyś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *