Andrzej Stasiuk

„Taksim”, Wydawnictwo Czarne; właśnie czytam, długo czytam, jakimiś skokami to robię, od czasu do czasu, wybieram spośród kilku możliwości tę białą książkę, w twardej obwolucie. A na niej, poczekajcie, skupię się, żeby zrozumieć: klęczący, palący człowiek, zdecydowanie przegrany, a nad nim miasteczko a nad miasteczkiem furgonetka, pewnie powieściowe Dukato. Ale jeśli obrócimy książkę, że tak powiem, na druga stronę, to na zdjęciu sam autor, w doskonałej kondycji i bez papierosa, bo podobno palenie rzucił. A cała ta filozofia pisarska Stasiuka opiera się na papierosach, bez nich nie byłoby klasycznego motywu jego książek, czyli rezygnacji. Stasiuk napisał już wystarczającą ilość zdań oddających urok świata, który go fascynuje, wymienił już chyba wszystkich bohaterów tamtych stron, opisał wszystkie krajobrazy z pogranicza światów i wreszcie powinien to zostawić, ten zaginiony świat, te miejsca na zawsze już zapomniane, być może już dawno nie istniejące, choć autor wciąż się ich trzyma, jakby tylko one decydowały o jego pisarstwie.

A to się dobrze czyta, bo Stasiuk doprowadził do perfekcji ten styl narracji, leniwej opowieści, urywanych historii, błahych wykwitów w krajobrazie, tylko że to zawsze ma jeden wymiar, jeden koniec, jedną puentę. Jeśli ją będziemy powtarzać w nieskończoność, zbrzydnie nam do reszty – po co mam wracać do Babadag, skoro ukazał się Taksim. Powinienem ją czytać w podróży, wtedy zajęłoby mi to kilka godzin, jak jazda autobusem z Siem Rap do Phnom Penh, wtedy też poprzez kontrast zobaczyłbym wyraźniej ten rozpaczliwy krzyk odchodzącego świata. No ale dobrze już, nie uratujemy tych wsi, miasteczek i ludzi, nikogo to już nie obchodzi a i sami bohaterowie tych historii nie chcą naszej wyciągniętej ręki, mają już dosyć tej biedy, tymczasowości i chcą tak naprawdę przeminąć, skończyć się i mieć wreszcie święty spokój.
 
Nie mam nic, co mógłbym tam schować, w tej białej książce za 39,90 – nawet nie pamiętam gdzie ją kupiłem. Zakładką jest bilet do Musei Vaticani, za 14 euro, z 29 października 09, więc chyba tam wtedy byłem. Gdzie mam postawić na półce tego Stasiuka, gdzie go wepchnąć, a może czas już, żeby zacząć książki rozdawać – to jest towar bez przyszłości, na tym się nie da zrobić żadnych pieniędzy – zresztą podobnie jak na towarze, którym handlują postaci od Stasiuka. Jak się to czyta, to wraca trochę Stachura, nawet te nazwiska jakoś do siebie pasują – tylko Stachura ma o jedna literę więcej – świat Stachury odszedł gdzieś tam, ale mody literackie na pewno kiedyś go znowu przywrócą do życia; podobnie jak książki Stasiuka. No ale Panie Andrzeju – ma pan talent chandlerowski, więc może jakiś czarny kryminał, że nieśmiało zasugeruję.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź do Andrzej Stasiuk

  1. Zenon pisze:

    Slabo znam Stasiuka, „Podroz Babadag”, choc ciekawa i z „klimatem”, to jednak nie zachwycila mnie az tak, jak powinna. Jesli pociaga Cie literatura podroznicza z gornej polki polecam szwajcarskiego pisarza Nicolas Bouvier – jego ksiazki zostaly przetlumaczone na polski i dostepne sa chocby w „Sklepie Podroznika” w Warszawie (o ile jestes z Warszawy). Polecam zwlaszcza ksiazke pod francuskim tytulem „L’Usage du Monde”, przy ktorej – moim zdaniem Babadag Stasiuka nieco blednie (choc to oczywiscie tylko moje zdanie). Pozdrawiam

    Zenon
    http://www.eczytelnia.pl/oblezenie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.