Około północy

Na najnowszy kryminał Mariusza Czubaja czekałem niecierpliwie, kuszony  zapowiedziami samego autora, że akcję umieścił w klimatycznych latach sześćdziesiątych, oraz że będzie jazzowo. Sam Czubaj pojawial się z saksofonem pokazujac, że potrafi grać, a do tego  w promocji wspomagal go Marcin Świetlicki

Akcja rozpoczyna się w dniu pogrzebu Krzysztofa Komedy, 28 kwietnia 1969 roku, a książka ma swoją premierę w dniu 50 rocznicy śmierci Komedy; w kwietniu obchodzimy  Światowy Dzień Jazzu i jest to również czas Festiwalu Jazz nad Odrą.  I  w takich jazzowych klimatach dostajemy kryminał Czubaja, którego tytuł stanowi jeden z najbardziej znanych standardów jazzowych napisany przez Theloniusa Monka w latach czterdziestych „ Around Midnight” wykonywali najwięksi z Milesem Davisem na czele, który nawet cały album z 1957 roku zatytułował „Round About Midnight”. Jeden z najlepszych filmów o jazzie ma tytuł  „ Około północy”i- nakręcony przez Bertranda Taverniera  z  Dexterem Gordonem  ukazuje życie genialnego saksofonisty.

Tak więc Czubaj wszedł w klasyczne klimaty jazzowe i postanowił pokazać nam tę niezwykłą atmosferę końca lat sześćdziesiątych, Warszawę oczami jazzowego muzyka, kontrabasisty, który snuje się po mieście, spotyka ludzi, którzy mają swoje odpowiedniki w historii nie tylko muzyki ale i literatury.  Warto przed lekturą zerknąć na koniec książki, gdzie autor dziękuje wielu osobom za inspirację, oraz wyjaśnia czym dla niego jest ta powieść, nie kryminałem wcale a nawet najważmiejszą książką jaką do tej pory napisał. Po kartach książki snują się duchy przeszłości, nastroje tyrmandowskiego  „Złego” i duszna atmosfera klubów jazzowych, zadymionych przybytków muzyki , która tak mocno fascynuje niektórych do dziś. Czubaj chce wypełnić lukę, ponieważ brakuje literatury, która oddałaby  nastroje tamtych lat, ten jazzowy i artystyczny niepokój, który możemy kojarzyć np. z filmem Wajdy „Niewinni czarodzieje”

Bohater jest facetem z mocną, wojenną przeszłością, a śmierć poznanej przypadkowo poznanej dziewczyny każe mu wrócić do wojennych praktyk.   Wydaje nam się z początku, że dostajemy klasyczną intrygę, gdzie sam morderca opowie nam o swojej zbrodni, ale Czubaj w połowie jakby rezygnuje z kryminału i skupia się na wątkach obyczajowych – pokazanie klimatu tamtych dni staje się ważniejszym od zajmowania się mordercą. Kryminał umiera na rzecz opowieści miłosnej oraz wojennej retrospekcji.

Można się zastanowić, czy pisarzowi udało się zrealizować swój zamiar- czy nakreślił nam jazzową atmosferę wiosny roku 1969?  Rezygnacja z kryminału odsłoniła mielizny- Czubaj  urodził się w listopadzie 1969 roku i siłą rzeczy nie poznał smaku tamtych dni – musiał wszystko odtwarzać i choć miał dostęp do wielu źródeł, to jednak nie mógł się osobiście zaangażować w budowanie klimatu. Postanowił to opisać posiłkując się takimi źródłami jak np. proza Andrzeja Brychta czy relacje jazzmanów, którzy w tamtych czasach prowadzili życie w stylu kontrabasisty Tadeusza.

Rozwiązanie zagadki  pozwala Czubajowi przypomnieć historie wojenne i niechlubne wątki polsko- żydowskie. Sprawiedliwość zostaje wymierzona a morderca ukarany.

Lara 60-te to w świadomości wielu, okres  fascynujący, gdzie życie miało specyficzny urok a jazz odgrywał specjalną rolę. Będąc parę lat starszy od Czubaja pamiętam atmosferę tych lat, choć niestety nie z tej najciekawszej, jazzowo-klubowej strony. A jednak we wspomnieniach z dzieciństwa jest coś magicznego z przypominania sobie tamtych czasów, bo w latach sześćdziesiątych jest jakiś urok – czy odnajdziemy go u  Czubaja? – najlepiej odpowiedzą na to pytanie ci wszyscy, którzy pamiętają życie jazzowe stolicy w roku 1969.

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *