Pilch drugi.

       Nie czytałem złej recenzji, nie znalazłem kapryśnych komentarzy, czyli zgodnie z planem, Pilchowy „Drugi dziennik” zasiadł wygodnie w świadomości przeciętnego intelektualisty jako pozycja niepodważalnie cenna. Czy tak jest naprawdę, czy Pilch już stanął tak mocno, że ciężko go ruszyć, że nie opłaca się pomarudzić przy zapiskach, które dostaliśmy po raz drugi, a wiadomo, że to co pierwsze lepsze jest od drugiego zazwyczaj, choć czasem może być odwrotnie, ale tu raczej nie.

        Wydaje się, że napisać taki dziennik przez rok, to nic, dla starego wyjadacza literackiego, jakim Pilch jest bez wątpienia, od czasu do czasu usiąść i napisać parę zdań, choćby na siłę, choćby nic się nie działo; parę refleksji o autorach, kilka zdań o książkach, wspomnienia o tych co odeszli, (to zawsze dobrze wygląda), a reszta o sobie, bo wiadomo: „Poniedziałek: ja. Wtorek: ja” itd. Ja czyli Moja choroba i Ja czyli moja wersja Mnie samego. Pilch w dzienniku się nie odsłania, a jeśli już to delikatnie i okrężnie, raczej podsuwa nam swoje życie, szczędząc szczegółów stawia na refleksje. Oczywiście my byśmy chcieli żeby napisał o swoich zatemperowanych ołówkach czy bardziej szczegółowo o niepaleniu. My chcemy mięsa ale tłuszcza zawsze chce igrzysk.

       Przeczytać „Drugi dziennik” można szybciutko, kartki są grube, stron lekko ponad 250, jak ktoś jedzie pociągiem pięć godzin to sobie przeskoczy przez Pilcha łatwo. Mnie zajęło trochę czasu czytanie, bo potraktowałem autora z doskoku, kilka dni chwytałem za ten dziennik przypadkiem, mając chwilę, nie chciało mi się nawet zdejmować niebieskiej obwoluty, bo i tak wiedziałem, że to szybko pójdzie, szybko się uwinę, dam radę raz, dwa, trzy się rozprawić. Jak ktoś mnie czyta od lat (dziesięciu?) to sobie znajdzie, że ja za prozą Pilcha nie bardzo jestem, że on mnie nudził z początku, aż wreszcie zaskoczyłem, przekonałem się, że jednak lubię, a może Pilch się polepszył, a może dałem się uwieść opiniom, że Pilcha trzeba czytać. Tak samo z tym dziennikiem jest, że ja to lubię czytać, że mi się to podoba, ale jak mawiał Sabała: no i dobrze, nie bardzo. I teraz zastanawiaj się chłopie dlaczego się podoba ale raczej nie podoba? Wymagania mam, chciałbym pod siebie ten dziennik mieć napisany, żeby o paleniu było więcej i dowcipniej, więcej tego wisielczego humoru, który mnie paradoksem swym rozśmiesza, żeby więcej Nabokova, więcej mnie w nim, żebym się odnalazł w pisaniu Pilchowym, odnalazł moje myśli i sobie zaczął potakiwać. A tu inaczej, nie w tę stronę co ja bym chciał, więc się irytuje, ale delikatnie, poprzez siebie Pilch jedzie a jak ma jechać?

        Dziennik ten jest jednorazową lekturą, bo jak znam życie, już trzeci dziennik się szykuje, wydawnictwo zmienione, sprzedaż dobra, interes jest do zrobienia. Żeby było jasno – nie mam nic przeciwko interesom, ja nawet jestem jak najbardziej za tym, żeby to się sprzedawało rewelacyjnie, żeby zarabiać. Teraz myślę o co ja się właściwie czepiam, dlaczego mnie ten dziennik nie przekonał do końca, dlaczego nie sprostał oczekiwaniom w 100% a jedynie powiedzmy w 75%?

            A cholera wie …

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na Pilch drugi.

  1. ~Cokolwiek pisze:

    Całkowicie się zgadzam z autorem, niestety jednorazowa lektura…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *